Zdecydowana większość songów Gintrowskiego, nawet tak dobrze znanych jak „Autoportret Witkacego”, brzmi tu jednak zupełnie inaczej niż we wszystkich wcześniejszych zapisach.
Udział w nagraniu płyty Polskiej Orkiestry Radiowej pod dyrekcją Wojciecha Rodka przyczynił się, między innymi, do odkrycia jednego z mniej ogranych utworów z programu „Muzeum” – „Birkenau” (według obrazu Jerzego Krawczyka), który teraz przemienił się we wstrząsającą pieśń o zamordowanym narodzie żydowskim.
[wyimek]Ten zbiór utworów przypomina, że sławny bard nie śpiewa wyłącznie wierszy Zbigniewa Herberta[/wyimek]
Płyta przypomina, że sławny bard nie śpiewa wyłącznie wierszy Zbigniewa Herberta. Owszem, twórca „Raportu z oblężonego Miasta” żartem mawiał o sobie, że jest „ulubionym tekściarzem pana Gintrowskiego”, ale w istocie Przemek niemal od samego początku działalności komponował muzykę do utworów Jacka Kaczmarskiego. Stworzył z nim niezapomniany duet, a po dołączeniu Zbigniewa Łapińskiego – trio. Na „Kanapce z człowiekiem...” aż 11 utworów to te, które wyszły spod pióra Kaczmarskiego.
Uzupełniają je (świetne!) „Zapałki” do słów Bogdana Olewicza, zapomniany „List” do wiersza Adriany Szymańskiej, „Modlitwa o szarfę i trunek” do ważnego wiersza Antoniego Słonimskiego, obrazoburczy „... Jaki miły i mądry facet” Bursy oraz, może najbardziej nieoczekiwany, Cohenowski „I’m Your Man” (w tłumaczeniu Macieja Zembatego). Ta ostatnia na płycie kompozycja – jedyna niebędąca dziełem Gintrowskiego – stanowi podobno „zapowiedź kolejnego projektu”.
Tytuł albumu nie do końca jest prawdziwy. Dwie rzeczywiście zapomniane piosenki już wymieniłem, natomiast trzecia – „Kołysanka dla Kleopatry”, napisana przez Jacka Kaczmarskiego w 1978 r., znana jest wszystkim, którzy pamiętają program „Dzieci Hioba”.
„Kanapka z człowiekiem...” raz jeszcze uświadamia, jak wielki wpływ na twórczość Kaczmarskiego wywarło malarstwo. Stąd wzięło się przecież całe „Muzeum”, a teraz z tymi samymi, na szczęście, emocjami słuchamy kilku utworów malarskich, takich jak „Astrolog”, „Pikieta powstańcza” czy utworu tytułowego, przejmującej „ilustracji” obrazu Linkego.
Oczywiście, Gintrowski z „Kanapki...” to nie jest Gintrowski z „Raportu...”. W końcu skierowane do niego słowa „Starzejemy się, stary – i ja się starzeję” Kaczmarski napisał prawie 20 lat temu. A Jacka nie ma z nami już ponad pięć lat. W wierszu o nieubłaganie zbliżającej się starości Jacek artykułował wyraźnie: „Ten płomień, co płonie, ten głos, który grzeje/ To tylko na życie jest sposób”. Tylko? To, co śpiewa Przemek Gintrowski, jest wciąż niesłychanie ważne dla nas, żyjących w kraju – jak powiada Bogdan Olewicz – „bez końca, bez początku/ jak rozdział z księgi wyrwany/ tutaj w historii tyle wątków/ i finał taki pogmatwany”.
Kto tego nie pojmuje, ten kiep.
[i]Przemysław Gintrowski, Kanapka z człowiekiem..., Licomp Empic Multimedia/Polskie Radio SA 2009[/i]
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=k.maslon@rp.pl]k.maslon@rp.pl[/mail][/i]