Swoimi kompozycjami na płycie „Syntonia" kontrabasista Mariusz Bogdanowicz pokazuje, że melodia jest najlepszym punktem wyjścia dla ciekawych improwizacji.
Premiera albumu „Syntonia" kwartetu Mariusza Bogdanowicza zbiega się z koncertem promocyjnym w najbliższą niedzielę, w klubie Kalinowe Serce, w Warszawie (ul. Krasińskiego 25) o godz. 19:30.
Syntonia to po grecku współbrzmienie. W psychologii oznacza sposób odnoszenia się do ludzi charakteryzujący się chęcią nawiązywania kontaktu emocjonalnego i poczuciem bliskości z nimi - czytamy na okładce albumu. Jazzowy zespół to miejsce, gdzie ten proces przybiera twórczy charakter, a w przypadku kwartetu Bogdanowicza efekt jest zdumiewający. Albumu „Syntonia" słucha się z przyjemnością od pierwszej do ostatniej nuty.
Kto był kiedykolwiek na koncercie kwartetu zauważył z pewnością, że kontrabasista Mariusz Bogdanowicz, saksofonista Adam Wendt, pianista Miłosz Wośko i perkusista Sebastian Frankiewicz z łatwością nawiązują muzyczne porozumienie. Nie inaczej jest na płycie „Syntonia", gdzie zespół brzmi jak jeden organizm. Co więcej, zaproszeni do współpracy goście wtapiają się w grupę urozmaicając jej brzmienie, lecz nie zmieniają charakteru muzyki.
Mariusz Bogdanowicz powiedział, że to nie jest jazzowy album, a w rozmowie z Jerzym Szczerbakowem w magazynie „JazzPress" wyjaśnił: „On nie jest jazzowy po amerykańsku, tylko po europejsku".
Z pewnością słuchamy jazzowego kwartetu posługującego się właściwym dla tego stylu językiem harmonii i frazowania. A że kompozycje Bogdanowicza są bardziej melodyjne niż inne jazzowe tematy, przywodzą na myśl nieśmiertelne standardy. Oczywiście amerykańskie, ale i polskie piosenki sprzed lat.
Jedną, choć całkiem nową, znajdziemy i tu. „Nie zapominaj mnie" śpiewa z nostalgiczną nutą Kuba Badach. Muzykę do słów Andrzeja Poniedzielskiego napisał Bogdanowicz. Śpiewny charakter mają improwizacje saksofonisty Adama Wendta i gościnnie występujących jazzmanów: trębacza Piotra Schmidta, gitarzysty Marcina Olaka, a przede wszystkim grającego na akordeonie Andrzeja Jagodzińskiego. W jego rękach ten instrument niesie skryte wyznania i intymność wypowiedzi. W dwóch utworach Jagodziński gra także na fortepianie.
Przykładem idealnego współbrzmienia są akordy kontrabasu Mariusza Bogdanowicza i gitary Marcina Olaka w balladzie „Par excelence", a solówka akordeonu jest wprost rozczulająca. „Syntonia" w wydaniu naszych jazzmanów oznacza idealne współbrzmienie.