Reklama

Czy podejrzani w sprawie CBA wyjdą „na koronawirusa?”

Kasjerka i jej mąż zostają w areszcie. Nadal nie wiadomo, ile pieniędzy zniknęło z funduszu CBA.

Aktualizacja: 08.04.2020 06:29 Publikacja: 07.04.2020 18:46

Czy podejrzani w sprawie CBA wyjdą „na koronawirusa?”

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

Warszawski sąd pod koniec marca, uznając argumenty prokuratury, przedłużył Katarzynie G., byłej już kasjerce z CBA, i jej mężowi areszt o trzy miesiące. Mają w nim pozostać do 27 czerwca. Jednak podejrzani już złożyli zażalenia. W jednym wniosków pojawił się argument zagrożenia koronawirusem – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

To nie pierwszy taki przypadek, w którym obrońcy posługują się obawą przed zakażeniem Covid-19 swoich klientów osadzonych w zakładach karnych.

Afera z mankiem w funduszu operacyjnym CBA wybuchła w styczniu, kiedy wyszło na jaw, że cywilna pracownica CBA i jej mąż trafili do aresztu pod zarzutami przywłaszczenia mienia znacznej wartości. Sprawa wyszła na jaw przypadkiem tuż przed sylwestrem, kiedy po niewykorzystane środki z funduszu operacyjnego przyjechali konwojenci, by je zawieźć do banku. Wtedy okazało się, że kasa jest pusta, a pytana o pieniądze kasjerka miała powiedzieć, że „są święta i zajmuje się dziećmi" (tak podał „Puls Biznesu").

Katarzyna G. miała regularnie wyprowadzać gotówkę – chodzi rzekomo o ok. 5 mln zł, ale są to szacunki, a nie kwota ustalona na podstawie dowodów z CBA – m.in. chowając ją w reklamówce. CBA zapewniało, że żadnego manka w kasie nie ma, bo – to już wiadomo nieoficjalnie – udało się zająć konta w zakładach bukmacherskich męża kasjerki.

Reklama
Reklama

Jak w lutym pisała „Rzeczpospolita", Dariusz G. przychodził regularnie i obstawiał kwoty sięgające od kilkunastu do 20 tys. zł. Ile łącznie i w jakim czasie wydał na hazard – wciąż jest ustalane, przepływy finansowe małżeństwa na kontach analizował generalny inspektor informacji finansowej.

Okazuje się bowiem – czego dowiedziała się „Rzeczpospolita" – że nie wiadomo, ile na początku było środków w funduszu operacyjnym CBA, kto i ile wybrał oraz kiedy. Jedyną osobą, która miała do tego funduszu dostęp, była Katarzyna G. Nikt jej nie kontrolował, dlatego do dziś prokuraturze trudno ustalić, ile dokładnie mogło zginąć z sejfu.

Z naszych informacji wynika, że o skali opowiedziała śledczym sama Katarzyna G.

– Te informacje muszą być zweryfikowane, a jest z tym problem, bo nad funduszem nie było kompletnie żadnej kontroli – mówi nasze źródło. A była kasjerka może kłamać, bo jako podejrzanej zarzut składania fałszywych zeznań jej nie grozi.

O tym, jak dokładnie miał wyglądać proceder, ile trwał i co się stało z pieniędzmi (których CBA – jak przekonuje – „nie straciło"), prokuratura nadal milczy.

Jak informowaliśmy, kasjerka i jej mąż są podejrzani o przywłaszczenie mienia znacznej wartości – czyli kwoty powyżej 200 tys. zł, a przestępstwo mieli popełnić w warunkach tzw. czynu ciągłego, czyli chodzi o wiele zachowań. Była pracownica CBA ma również uzupełniony zarzut: z popełniania przestępstwa uczyniła sobie „stałe źródło dochodu".

Reklama
Reklama
Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Od styczniowego entuzjazmu do rezygnacji. Jak uniknąć pułapek postanowień noworocznych?
Warszawa
Nowa tradycja w Pałacu Prezydenckim. Cykliczne ceremonie zmiany flagi państwowej
Kraj
Prawo w impasie w 2025 roku: Bodnar, Żurek, weta Nawrockiego
Kraj
Będzie zima, jakiej dawno nie było? Uwaga na śnieżyce i oblodzenia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama