Reklama

Sędziowie łapią zbyt wiele srok za ogon

Uzdrawianie polskiej Temidy należałoby zacząć od wprowadzenia elementarnej zasady dobrej pracy - sędzia zaczyna nową sprawę, gdy skończy poprzednią. A nie prowadzi dziesiątki spraw równoległe.

Aktualizacja: 02.11.2008 10:13 Publikacja: 02.11.2008 00:04

Gmach sądów w Piotrkowie Trybunalskim

Gmach sądów w Piotrkowie Trybunalskim

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Chirurg. choćby pracował kilkanaście godzin dziennie, nie zacznie operować następnego pacjenta, dopóki nie zakończy poprzedniego. Mechanik samochodowy może remontować dwa czy nawet trzy auta jednocześnie, ale nie kilkanaście. Tak jest we wszystkich profesjach, ale nie w polskich sądach.

Polski sędzia prowadzi jednocześnie nie kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt, ale nawet po 200 spraw. Gdy sprawę zacznie np. na jesienią, to następną rozprawę praktycznie wyznaczy dopiero późną zimą, jak dobrze pójdzie - kolejną może przed wakacjami, a następną już w kolejnym roku. Dlatego, że nie ma wcześniejszych terminów, gdyż zajęte są innymi sprawami. Statystyka jest nieubłagana (na przykładzie sędziego okręgowego, cywilisty): przeciętnie taki sędzia ma 8 sesji w miesiącu po 8 rozpraw (od 30 minut do godziny), a więc na jego wokandę mogą trafić w danym miesiącu 64 sprawy. Mając ich (jednocześnie) ok. 200 potrzebuje trzech miesięcy (nie licząc zwolnień, wakacji), aby każdej zapewnić kolejny termin.

Nic dziwnego, że na następną (półgodzinną, ewentualnie godzinną) rozprawę trzeba czekać kilka miesięcy. Wracając do sprawy po tak długim czasie sędzia musi oczywiście na nową się z nią zapoznawać, czytać akta, analizować stan prawny. Czy trzeba wyjaśniać jak bardzo marnotrawi się czas sędziego?

Gdy pewien adwokat opowiadał niedawno, narzekając na ślamazarność polskich procesów, że w Anglii sędzia nie zaczyna kolejnej sprawy, gdy nie zakończy poprzedniej, a nawet poważny proces trwa kilka dni, jego słuchacze wzruszyli tylko ramionami — tu jest Polska, a nie Anglia.

Tak jednak być nie musi. W piątek w sądzie jeden z prawników informował przez telefon klienta, że jego sprawa już się zakończyła. Szło mu to wyjaśnianie z trudem, gdyż klient nie mógł uwierzyć, że sprawa, która wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi miała trwać co najmniej rok, zakończyła się w tydzień. Choć nie najprostsza, gdyż dotyczyła rozliczenia budowy - było po kilku świadków z każdej strony. Sędzia, mimo że młoda, poradziła z tym sobie bardzo sprawnie. Wyznaczyła na rozprawę całą środę i piątek - jednego dnia wezwała sześciu świadków powoda, drugiego - sześciu pozwanego (po 45 minut na każdego) — i sprawę zakończyła.

Reklama
Reklama

Ciekawe gdzie się tego nauczyła?

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Kraj
Odwilż opanuje Polskę. Możliwe wzrosty poziomu wód
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama