Gowin ignorant – w tym tytule „Gazeta Wyborcza” dla podkreślenia swojego ataku używa dziś – co rzadko się jej zdarza – czerwonej, bijącej w oczy czcionki. Sławomir Zagórski wzywa w nim premiera by odsunął z zajmowanego stanowiska Jarosława Gowina, posła PO i szefa komisji do sprawa ustawodawstwa z dziedziny bioetyki.
„Pan poseł notorycznie popisuje się niewiedzą, żeby nie powiedzieć, że kłamie” - wali na odlew Zagórski i podaje trzy przykłady – wypowiedz na temat czasu życia zamrożonych zarodków, kwestii używania zarodków dla potrzeb przemysłu kosmetycznego i uzyskiwania dzieci z rozmrożonych komórek jajowych.
Zagórski sypie określeniami bzdura, ironicznie pyta dlaczego poseł „nie krzyczał” wcześniej skoro wie ponoć, co wyprawiają koncerny kosmetyczne i poucza Gowina jak wygląda postępowanie z zarodkami w innych krajach.
Nie specjalizuję się w kwestii bioetyki, więc nie jestem w stanie z marszu ocenić prawdziwości zarzutów Zagórskiego. Ale na kilometr odstrasza mnie styl pisania w rodzaju „Panie pośle, po kilku miesiącach pracy w komisji mógłby pan wreszcie przyswoić sobie porcję elementarnej wiedzy o in vitro. A do tego czasu zgodnie z zasadą, że "ignorantia non est argumentum" powinien pan powstrzymać się od pouczania Polaków.”
Po co ten prokuratorski ton?