Reklama
Rozwiń
Reklama

Śledztwa trwają krócej

Ubyło ciągnących się latami śledztw. Prokuratorzy rzadziej je umarzają. Częściej za to zachęcają sprawców, by się dobrowolnie poddali karze

Publikacja: 30.03.2012 02:48

Tak wynika ze sprawozdania z działalności prokuratury w 2011 r., które poznała „Rz". Dokument przekonujący, że śledczy pracują lepiej, przygotował prokurator generalny Andrzej Seremet i przekazał premierowi oraz ministrowi sprawiedliwości.

– Cieszy mnie zwłaszcza fakt, że o blisko jedną trzecią zmalała liczba śledztw długotrwałych, zwłaszcza tych, które toczyły się powyżej pięciu lat – mówi „Rz" Andrzej Seremet. – Mniej jest uniewinnień, co oznacza, że prokuratorzy trafniej oskarżają. Zniknęły długotrwałe areszty, które jeszcze kilka lat temu były plagą, mniej spraw sądy zwracają też prokuraturze do uzupełnienia, co oznacza, że są one lepiej przygotowane – podkreśla.

W 2011 r. w prokuraturach było 1 mln 198 tys. spraw, blisko 22 tys. więcej niż rok wcześniej. Choć ubyło 57 śledczych i jeden prowadził średnio 22,5 sprawy, podkręcili tempo. Efekt: liczba śledztw trwających od dwóch do pięciu lat stopniała o 146 – jest ich 349. Spraw ponadpięcioletnich jest obecnie 101, czyli o 29 mniej.

Jednak prof. Piotr Kruszyński, karnista z UW, ocenia: – Być może jest trochę lepiej, ale przełomu nie widzę. Wciąż są śledztwa trwające po kilka lat, nie przeceniałbym statystyk.

382 tys. aktów oskarżenia skierowano w zeszłym roku do sądów. O 6,3 tys. więcej niż w 2010 r.

Reklama
Reklama

Wyniki poprawiły zwłaszcza warszawskie prokuratury. – Liczba spraw trwających od dwóch do pięciu lat spadła o 73 proc. – mówi Monika Lewandowska, rzecznik stołecznej Prokuratury Okręgowej.

W zeszłym roku udało się wreszcie rozwiązać sprawę tajemniczych zaginięć czterech osób – uznawaną od lat za jedną z najtrudniejszych w Warszawie. W 2006 r. zaginął mężczyzna i jego 18-letnia córka. Potem dwie kolejne osoby, w tym ksiądz. Policjanci i prokuratorzy powiązali te sprawy, stosując wszelkie możliwe techniki i metody kryminalistyczne i namierzyli sprawcę. Jesienią 2011 r. usłyszał zarzuty. Proces będzie poszlakowy, bo ciał nie znaleziono.

Prokuratorzy częściej oskarżali, w 2011 r. aktów oskarżenia było 382 tys., czyli o 6,3 tys. więcej niż w 2010 r.

I ciekawy trend: tam, gdzie okoliczności czynu nie budziły wątpliwości, śledczy częściej zachęcali sprawców, by dobrowolnie przyznali się do winy. Sprawa kończy się wtedy na jednej rozprawie, nie trzeba wzywać świadków. Wszyscy zyskują czas, a państwo także pieniądze, których nie trzeba wydawać na kosztowny proces.

Miało to miejsce w 211 tys. spraw, czyli o blisko 4 tys. więcej niż rok wcześniej. W najgłośniejszej dobrowolnie poddał się karze gangster Rafał S. ps. Szkatuła. Za rozbój, handel narkotykami i kradzieże aut dostał 5,5 roku więzienia.

Śledztwa umarzano rzadziej. Z powodu niewykrycia sprawcy prokuratorzy uczynili to w 171 tys. spraw czy mniej o ponad 10 tys. niż w 2010 r.

Reklama
Reklama

Skąd poprawa w pracy śledczych? – Odrodzenie etosu pracy to może za duże słowo, ale na pewno zmieniło się podejście prokuratorów do sposobu wykonywania obowiązków. Długotrwałych śledztw ubyło również dlatego, że zarządziłem ich lustrację – uważa Seremet.

Cieniem na wizerunku prokuratury wciąż kładą się jednak sprawy zabójstwa gen. Marka Papały, Krzysztofa Olewnika czy niekończące się badanie katastrofy smoleńskiej.

Seremet tłumaczy, że są to sprawy wyjątkowo skomplikowane. – W sprawie Olewnika np. prokuratorzy weryfikują niemal wszystkie czynności procesowe – mówi „Rz" prokurator generalny. Z kolei śledztwo smoleńskie mają przedłużać np. nieścisłości w dokumentach przesyłanych przez rosyjskich śledczych. Stąd np. konieczność niedawnego ekshumowania ciał ofiar katastrofy.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Warszawa zyska drugą linię średnicową. Wielka inwestycja pod centrum miasta
zanieczyszczenie powietrza
Czy radni „poluzują” Strefę Czystego Transportu? Rafał Trzaskowski się nie zgadza
Kraj
Czarzasty kontra Trump. Odwaga czy polityczna kalkulacja?
Kraj
„Mogliśmy zostać wprowadzeni w błąd”. Wojewoda i lekarze weterynarii po aferze w Sobolewie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama