Prokuratura Rejonowa w Lubinie postawiła zarzuty kobiecie i dwóm mężczyznom.
- W zamian za bardzo niską płacę ci ludzie byli zmuszani do pracy po kilkanaście godzin dziennie na dolnośląskich bazarach – informuje prokurator Liliana Łukasiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy. - W Polsce pokrzywdzonych zmuszano do pracy pod nadzorem, która polegała na sprzedaży butów i odzieży na bazarach w różnych miastach. Praca odbywała się w trudnych warunkach, bez zapewnienia odpowiedniej ilości jedzenia i picia i trwała po kilkanaście godzin dziennie. Na miejscu w Ścinawie pokrzywdzeni mieszkali po kilka osób w bardzo złych warunkach. Ograniczano im jedzenie, nie pozwalano wychodzić z terenu posesji, na której mieszkali i korzystać z telefonów. Do najbliższych mogli dzwonić tylko w obecności pracodawcy. Nie mogli posiadać własnych pieniędzy i rozmawiać z obcymi. Często wyzywano ich i poniżano w celu zastraszenia - opisuje Łukasiewicz.
Chętnych do pracy werbował mieszkający w Polsce Rumun - Nikolae L. Pochodzili oni głównie z dwóch małych wsi, które odwiedzał, gdy wyjeżdżał do swojej rodziny na święta. Mężczyzna proponował im niewielką kwotę pieniędzy za cały rok pracy (od 800 do 1.500 euro). Zabierał im dokumenty i przywoził do swojego domu w Ścinawie.
Sprawę wyszła na jaw, gdy dwóch z przetrzymywanych mężczyzn uciekło i bez dokumentów zatrzymano ich na dworcu PKP w Krakowie.
Kiedy funkcjonariusze Straży Granicznej sprawdzali ich tożsamość, mężczyźni powiedzieli o swoistym obozie pracy w Ścinawie twierdząc, iż znajdują się tam jeszcze kilkadziesiąt innych osób.
Policja podjęła obserwację wskazanych domów, okazało się, że przebywało w nich 26 obywateli Rumunii.
Ustalono, że osoby te były zatrudniane przez 29-letnią Polkę Kamilę K.-L., jej męża – 35-letniego Rumuna Nikolae L. oraz jego brata 31-letniego Ioana L.
Cała trójka na wniosek prokuratury została tymczasowo aresztowana decyzją sądu na trzy miesiące. Wykorzystywali swoje ofiary od 2007 r.
- Zachowanie sprawców traktowane jest przez kodeks karny jako zbrodnia przeciwko wolności. Grozi za nią kara od 3 do 15 lat pozbawienia wolności – wyjaśnia prokurator Łukasiewicz.
Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzuconego im przestępstwa i złożyli wyjaśnienia. Twierdzą, iż nikt do pracy nie był zmuszany. Co więcej, to oni pomogli pokrzywdzonym dając im możliwość stałego zatrudnienia.