Miałaś okazję poznać Kalinę Jędrusik?
Niestety, nigdy się nie spotkałyśmy, ale od dziecięcych lat ta kobieta była we mnie. Zawsze widziałam w niej jakiś wehikuł czasu, artystyczny futuryzm, przewidywanie tego, co dopiero będzie. Postrzegam ją jako kobietę uwięzioną w nie swoich czasach, nie przystającą do nich. Na wskroś nowoczesną. Paradoksalnie jednak Kalina niosła artystyczny bagaż jeszcze sprzed wojny i z chęcią po niego sięgała.
A teraz jest w tobie Kalina?
Staram się nią być, naturalnie na potrzeby naszego spektaklu. Czuję, że mamy wiele wspólnego. To coś biologicznego, bliskiego, a nawet metafizycznego. Coś dalej niż po prostu utożsamienie.
Uważam, że tylko ty możesz zagrać w monodramie Kalinę.
Dokładnie to samo powiedziała mi Krystyna Janda. Z jednej strony łaskocze to moją próżność, ale zarazem stanowi wielkie wyzwanie. Rosną oczekiwania publiczności, która chce zobaczyć Jędrusik „jak żywą", a może „nową Figurę"? Nie pierwszy raz w moim życiu wystawiam się na pożarcie. Nie potrafię inaczej. Widz jest dla mnie najważniejszy, ale nie chcę niczego zrobić pod publiczkę. Kładę na szalę wszystko. To bardzo w moim i w kalinowym stylu.
Marilyn Monroe miała podobnie. Łączą was sylwetki, głosy i seksapil...
Nie mnie oceniać. Na pewno łączy nas jeszcze jedno: jakaś niesamowita wewnętrzna energia, przemożna potrzeba bycia aktorką, która przekracza granice dosłownie i w przenośni. Już w szkole teatralnej miałam plan – pragnęłam podbić aktorstwem cały świat. Tak jak Kalina... Na ile mogłyśmy, próbowałyśmy rozbijać ściany systemu. Chciałyśmy zaistnieć w świecie. Dla polskich artystów to ciężkie zadanie, szczególnie w tamtych czasach, gdy wielu myślało, że Polska leży w Rosji. Ja próbowałam swoich sił m.in. w Hiszpanii, we Francji, w Stanach. Zagrałam w wielu filmach, ale wielkiej kariery na świecie nie zrobiłam. (...)
W powszechnej świadomości jesteś przede wszystkim Figurą, a dopiero potem aktorką. Tak jak Kalina, sama często jesteś postrzegana o wiele silniej niż postacie, które grasz.
Coś w tym jest. Pytanie brzmi, czy to ja wytworzyłam takie postrzeganie mojej osoby, czy jest to raczej efekt wyobraźni innych. Jeśli istnieje coś takiego, jak zbiorowa wyobraźnia, to można powiedzieć, że i ja, i Kalina, jesteśmy jej wytworem.
Bo najpierw publiczność widzi biust?
Może... Kalinę bardzo to naznaczyło i nie do końca sobie z tym poradziła (...)
Rozmawiał Marek Karol
Cały wywiad w najnowszym „Przekroju". A w nim m.in. o tym, jak dzięki modlitwie stała się kobietą, o pozbywaniu się łatki „seksbomby", o tym, dla kogo jest ladacznicą, a dla kogo dobrem narodowym oraz kto w Polsce ma zadatki na nową Kalinę lub młodą Figurę.
Spektakl „Kalina" – 28 czerwca, Teatr Polonia, reżyseria: Małgorzata Głuchowska, scenariusz: Małgorzata Głuchowska, Justyna Lipko-Konieczna, występuje: Katarzyna Figura