Resort pracy chce, by wszystkie instytucje publiczne miały obowiązek zgłaszania do powiatowych urzędów pracy informacji o wolnych miejscach zatrudnienia i prowadzonych rekrutacjach. Jeżeli pomysł się powiedzie, to przepis zacznie obowiązywać od marca 2014 r.
– Takie rozwiązanie dawałoby większą przejrzystość przy zatrudnianiu w instytucjach publicznych, poważnie też zwiększyłyby liczbę ofert pracy i informacje o prowadzonej rekrutacji – mówi „Rz" wiceminister pracy Jacek Męcina.
Propozycja została wpisana do przygotowywanego przez resort projektu ustawy o promocji zatrudnienia.
W BIP i pośredniaku
W całym kraju – jak podliczył resort – jest ponad 120 podmiotów mających status instytucji publicznej. To urzędy państwowe, samorządowe, jak i np. korpus służby cywilnej.
Obecnie jest tak, że kiedy poszukują pracownika publikują ogłoszenie na stronie Biuletynu Informacji Publicznej (BIP). Do pośredniaka informacji zgłaszać nie muszą.
W efekcie, urzędy pracy dysponują uboższą ofertą zatrudnienia, a wśród bezrobotnych bywają postrzegane jako te, które mają niewiele do zaproponowania. Stąd pomysł resortu, by informacje o poszukiwaniu kandydatów na wolne stanowiska rozpropagować także przez pośredniaki.
– Urząd pracy jedynie upowszechni informacje o wolnych stanowiskach. Skierowań na te miejsca zatrudnienia nie będzie wydawać – wyjaśnia „Rz" pracownik resortu.
Skończy się kumoterstwo w instytucjach publicznych?
Od tej reguły będą jednak wyjątki. Np. stanowisk w gabinecie politycznym premiera, wicepremiera, ministra czy doradców osób pełniących kierownicze stanowiska państwowe. Wyłączenie objęłoby też doradców i asystentów w samorządach.
Proponowane rozwiązania chwali prof. Elżbieta Kryńska, ekonomistka z Uniwersytetu Łódzkiego.
– Od tego etatów nie przybędzie, ale na pewno dzięki przejrzystości i większej informacji rynek pracy będzie funkcjonować lepiej – tłumaczy prof. Kryńska.
Miażdżący raport NIK
O tym, że nabory np. do samorządów pozostawiają wiele do życzenia, alarmowała latem tego roku NIK. Z kontroli Izby wynikało, że z 4,2 tys. urzędników zatrudnionych w badanych samorządach, prawie połowę przyjęto z pominięciem konkursów, w trybie tzw. awansu wewnętrznego spośród pracowników danego urzędu. Na przykład nagminne było przesuwanie pracowników ze stanowisk obsługi na posady urzędnicze. Inne uchybienia polegały na tym, że urzędnicy nie publikowali ogłoszeń o konkursie, więc o tym, że został rozpisany wiedzieli tylko wtajemniczeni. Zdarzało się podawanie niepełnych danych o konkursie lub niepublikowanie wyników w BIP.
Obowiązek zgłaszania do urzędów pracy informacji o wolnych posadach sprawiłby, że wiedza o ofercie dotrze do szerokiego kręgu zainteresowanych.
Prof. Elżbieta Kryńska zauważa, że rozwiązanie sprzyjałoby też poprawie wizerunku urzędów pracy, które dziś są traktowane jako miejsca oferujące pracę na niższych stanowiskach. – Dzięki takiemu obowiązkowi baza ofert pracy w pośredniakach bardzo by się powiększyła i chętniej do nich zaglądaliby lepsi kandydaci – tłumaczy Kryńska.
A skoro rejestrowaliby się tam także bezrobotni lepiej wykwalifikowani, to automatycznie więcej przedsiębiorców zamieszczałoby w pośredniakach swoje oferty pracy. Publiczne pośredniaki mogłyby wreszcie rywalizować z prywatnymi agencjami zatrudnienia, a nie tylko administrować bezrobotnymi.
Problem w tym, że z uwagi na brak jednolitych przepisów o stanowiskach pracy w instytucjach publicznych pomysł może być trudny do realizacji. I nie wszystkim się podoba.
Wątpliwości zgłaszała np. Kancelaria Senatu i Biuro Trybunału Konstytucyjnego. Pojawiają się też głosy, że rozwiązanie stawia w gorszej sytuacji absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, którzy – w przekonaniu części osób – powinni mieć pierwszeństwo w dostępie do wakatów. – Brak jednolitych przepisów w tym zakresie może spowodować, że przepisy dotyczące urzędników państwowych będzie trzeba przenieść do oddzielnego uregulowania, które wymaga jednak dodatkowych konsultacji biorąc pod uwagę specyfikę poszczególnych urzędów. Inaczej zmiany w poszczególnych ustawach, a jest ich aż 17, opóźniać będą nam wejście w życie ustawy reformującej urzędy pracy – mówi minister Męcina i zapewnia, że wciąż szuka pomysłu, jak ten problem rozwiązać.
„Solidarność" nadal w stanie wojny
Związkowcy z NSZZ „Solidarność" zdecydowali wczoraj o kontynuowaniu akcji protestacyjnych. To dlatego, że obradujący w Katowicach sztab protestacyjny NSZZ „Solidarność" ocenia, iż rząd odrzucił wszystkie związkowe postulaty zgłaszane podczas wrześniowych dni protestu. „S" zapowiada, że w pierwszej kolejności przeprowadzone zostaną regionalne manifestacje. Pierwsza odbędzie się 9 listopada w Gdańsku. Niezależnie od własnych inicjatyw związkowcy zapowiadają, że zaproponują zarówno Ogólnopolskiemu Porozumieniu Związków Zawodowych, jak i Forum Związków Zawodowych wspólne antyrządowe akcje protestacyjne. Wstępnie zapowiadano, że będzie to strajk generalny w całym kraju, ale z uwagi na trudności w jego przeprowadzeniu i wysokie koszty związkowcy powoli odchodzą od tego pomysłu. Nic się natomiast nie zmieniło w sprawie ich powrotu do stołu obrad w Komisji Trójstronnej. „S" zapowiada, że bez zmiany zasad funkcjonowania Komisji nie widzą sensu w kontynuowaniu rozmów. Są natomiast gotowi do rozmów z rządem na temat realizacji ich postulatów.
—jcs