Reklama

Dziwne przypadki speca od uprowadzeń ludzi

Jeden z mężczyzn zatrzymanych za produkcję amfetaminy w największej fabryce w Polsce powinien siedzieć za porwanie. Dlaczego był na wolności?

Publikacja: 27.03.2014 20:14

42-letni Robert G. z Warszawy wpadł w poniedziałek pod Czosnowem. Ma już na koncie dwa wyroki za uprowadzenia. Jeden skrócono mu przedterminowo, a drugiego nawet nie zaczął odsiadywać.

– To bardzo dziwna sytuacja – komentują stołeczni śledczy zaangażowani w namierzenie fabryki, w której G. wytwarzał amfetaminę.

Jak ustaliła „Rz", mężczyzna był zaangażowany w głośną sprawę uprowadzenia dwóch nastoletnich synów wiceprezesa Zespołu Młynów „Jelonki" pod Ostrowią Mazowiecką w czerwcu 2004 roku.

Chłopcy wyjechali z domu na rowerach, by zrobić zdjęcia na lekcje przyrody. Kilka godzin później odnaleziono nad rzeką ich rowery oraz aparat fotograficzny.

Początkowo rodzice i policjanci przypuszczali, że bracia się utopili, jednak telefon od porywaczy wyjaśnił sprawę. Zebrawszy okup, rodzina wykupiła chłopców.

Reklama
Reklama

Wkrótce policja zatrzymała porywaczy. Za udział w tym porwaniu w 2006 roku G. został skazany na pięć lat więzienia. Całej kary nie odsiedział. W marcu 2012 roku ostrołęcki sąd zgodził się na pierwszą przerwę w jej odbywaniu, a potem w czerwcu na kolejną.

Wreszcie pełnomocnik G. wniósł o przedterminowe zwolnienie z więzienia. We wrześniu 2012 roku Sąd Okręgowy Warszawa-Praga nie zgodził się na to. – My też byliśmy przeciw – mówi Renata Mazur, rzecznik praskiej Prokuratury Okręgowej.

Sąd apelacyjny miał jednak inne zdanie i w listopadzie 2012 roku porywacz wyszedł na wolność.

– To jest o tyle dziwne, że w tym czasie uprawomocniał mu się wyrok za inne porwanie ?– mówi jeden ze stołecznych śledczych.

W czerwcu 2012 roku Robert G. został bowiem skazany przez białostocki Sąd Okręgowy na sześć lat więzienia za uprowadzenie sprzed dziewięciu lat. Był członkiem szajki, która pozbawiła wolności mężczyznę, torturowała go (obcinając palec) i żądała okupu za wypuszczenie. Rodzina wpłaciła pieniądze.

Dlaczego G. nie trafił za tamto porwanie do więzienia? Wyrok w sądzie apelacyjnym uprawomocnił się w grudniu 2012 roku. Potem – jak informuje Jadwiga Magdalena Borowska z Sądu Okręgowego w Białymstoku ?– sprawę w zakresie kary pozbawienia wolności i kosztów procesu przekazano do wykonania do warszawskiego Sądu Okręgowego. A ten przesłał ją dalej do sądu praskiego, bo na jego terenie skazany mieszka.

Reklama
Reklama

Pełnomocnik G. wnosił o odroczenie wykonania wyroku. Praski sąd najpierw odmówił, ale po zaskarżeniu tej decyzji jednak odroczył karę do stycznia 2014 roku.

– Obrońca złożył kasację do Sądu Najwyższego, która w styczniu została oddalona jako bezzasadna – tłumaczy Borowska.

Wczoraj praski sąd zajmował się kolejnym wnioskiem o odroczenie tej kary. Nie uwzględnił go. Wyrok powinien więc być wykonany.

Na razie G. stracił wolność z innego powodu. W środę sąd z Nowego Dworu aresztował go za wspomnianą produkcję narkotyków. Według policji w wytwórni pod Czosnowem mogło powstać nawet pół tony amfetaminy.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
„Rzecz w tym": Trzy medale i wielkie emocje. Czy to już sukces?
Kraj
Warszawska Wytwórnia Energii. Nowa panorama stolicy dzięki inwestycji za 1,65 mld złotych
Kraj
Wirtuale 2026: Nominacje dla dziennikarek „Rzeczpospolitej” i grupy PTWP
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama