Dziś będzie pewnie najgorętszy dzień emerytalnej wojny między związkowcami a rządem. W Sejmie posłowie będą głosować nad wnioskiem NSZZ „Solidarność" w sprawie przeprowadzenia referendum na temat przedłużenia wieku emerytalnego. W tym samym czasie na Wiejskiej odbędzie się demonstracja związkowców z „Solidarności", OPZZ i Forum Związków Zawodowych. Do demonstracji zamierza przyłączyć się także kilkuset członków Samoobrony.
– Nie chcemy utrudniać życia mieszkańcom Warszawy – mówi Marek Lewandowski, rzecznik „S."
Trudno jednak w obliczu takiego najazdu nie liczyć się ze znacznymi utrudnieniami. Związkowcy spodziewają się około 50 tys. demonstrantów. – Od nas przyjedzie 30 tysięcy osób – mówi Lewandowski.
Ale chociaż związkowcy od początku zapowiadali pokojową manifestację, można spodziewać się gorących scen. Tym bardziej że między związkowcami a Platformą iskrzy coraz mocniej.
Wczoraj marszałek Sejmu Ewa Kopacz podczas spotkania z szefem „S" Piotrem Dudą nie wyraziła zgody na obecność na sejmowej galerii podczas emerytalnej debaty reprezentacji związkowców. Nie ma także zgody na ustawienie przed Sejmem telebimu i transmisji na nim dzisiejszych obrad. Związkowcy jednak nie poddają się i zamierzają telebim postawić – pomagają im w tym związkowcy z radia i telewizji.
Najbardziej gorąco może być w momencie, kiedy upadnie wniosek o referendum. – Nietrudno sobie wyobrazić, co się stanie, gdy kilka tysięcy chłopów się wkurzy – mówi anonimowo związkowiec z „emerytalnego miasteczka".
Związkowcy po cichu „gromadzą amunicję" – przywiozą ze sobą nie tylko bębny i syreny, ale także opony, petardy i kamienie. – Wszyscy o tym wiedzą, chociaż nie mówimy tego głośno – mówią nieoficjalnie.
Z tego też powodu zamiast zwykłego telebimu zdecydowano się ustawić przed Sejmem kuloodporny i w dodatku taki, który można zwinąć w ciągu pół godziny. Cena nie grała roli. „Solidarność" ma w funduszu strajkowym odłożone około 100 mln zł, które mogą wydać na emerytalną wojnę. Bo chociaż oficjalnie mówią o pokojowych zamiarach, to jednak pamiętają, że by wywalczyć swoje, trzeba na posłów wywrzeć presję. Właśnie rzucając kamieniami w Sejm w 2005 r., górnicy wywalczyli sobie przywileje emerytalne.