Reklama

Mówi w urdu, więc czeka na tłumacza

Odwleka się apelacja Pakistańczyka oskarżonego o zabójstwo żony Polki. Mężczyzna posługuje się językiem urdu i sąd czeka na przetłumaczenie wyroku

Publikacja: 05.02.2013 19:33

Obcokrajowiec mający do czynienia z polską prokuraturą czy sądem ma prawo do tłumacza. Na liście Ministerstwa Sprawiedliwości jest blisko 50 języków z różnych stron świata, którymi posługują się biegli – tłumacze. Żaden z nich nie zna urdu.

Obywatel Pakistanu 41-letni Naeem A. został rok temu skazany przez łódzki sąd na 15 lat więzienia za zabójstwo żony Agnieszki. Małżeństwo, które miało czworo dzieci, przez kilka lat mieszkało w Pakistanie. Kobieta była źle traktowana przez męża i jego rodzinę, więc uciekła z dziećmi do Polski. Mąż pojechał za nią. Zdaniem prokuratury zemścił się za hańbę, jaka go spotkała, i zabił żonę nożem w 2009 roku.

Zarówno prokuratura, jak i obrona złożyły apelację. Choć odpowiednie wnioski złożono wiosną ubiegłego roku, to sprawa nawet nie trafiła do Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Jest w Sądzie Okręgowym. – Musimy przetłumaczyć wyrok skazanemu – tłumaczy Grażyna Jeżewska z łódzkiego sądu.

Naeem A. posługuje się językami urdu i pendżabi. – Mało jest tłumaczy z tych języków – mówi Jeżewska.

Na liście resortu sprawiedliwości nie ma żadnego z językiem urdu. Pendżabi posługują się dwie osoby. I do jednej z nich trafił wyrok Pakistańczyka.

Reklama
Reklama

– Materiały wysłaliśmy do tłumaczki w październiku, ale nie odebrała ich, bo była w Pakistanie. Dotarły do niej dopiero w listopadzie. Czekamy na przetłumaczenie – wyjaśnia Jeżewska.

Inne sądy nie mają takich problemów z tłumaczami, bo nie trafiają do nich obcokrajowcy z egzotycznych krajów. Przed kieleckimi sądami stawali Wietnamczycy i Koreańczycy. – Nie mieliśmy problemów z tłumaczami. Do Wietnamczyków przyjechali z Warszawy, a do Koreańczyka z Krakowa – opowiada sędzia Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach. Dodaje, że brak tłumacza na miejscu nie może być powodem odwołania sprawy. – Szukamy, aż znajdziemy – mówi sędzia Chałoński.

Lubelscy sędziowie musieli korzystać z tłumaczy chińskiego i wietnamskiego. – Znawcy bardziej egzotycznych języków nie byli dotąd potrzebni – mówi Artur Ozimek, z lubelskiego sądu.

Sędziowie z Krosna także potrzebowali tłumaczy wietnamskiego. Artur Lipiński, rzecznik sądu, przypomina sobie, że raz był obywatel Tadżykistanu. – Na szczęście wystarczył tłumacz języka rosyjskiego – wspomina.

Sędzia Maja Smoderek, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie, mówi, że do tej pory nie trzeba było szukać tłumacza spoza listy. Taka sytuacja zdarzyła się jednak w stołecznej prokuraturze, która przesłuchiwała fałszerza z Albanii Emila J. – Tłumacz ministerialny był chory. Wykorzystaliśmy lekarza, który znał ten język. Wcześniej musiał złożyć specjalną przysięgę – mówi Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama