Reklama

Płacił za rejestrację aktywności Słońca. Odpowie przed sądem

Były dyrektor łódzkiego Planetarium odpowie za przekroczenie uprawnień, by dwie pracownice tej instytucji mogły sobie bezprawnie dorobić

Aktualizacja: 03.07.2013 12:54 Publikacja: 03.07.2013 12:44

Płacił za rejestrację aktywności Słońca. Odpowie przed sądem

Foto: Fotorzepa, Mac Maciej Kaczanowski

Jak mówi Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury zarzuty wobec Mieczysława B., byłego szefa Planetarium w tym mieście pozostają w związku z wypłatą  głównej księgowej i kierownikowi administracji Planetarium, w latach 2010 – 2011 blisko 180 tys. zł. – Dostały pieniądze za pracę polegającą na rejestracji aktywność Słońca w ramach zasobów udostępnianych przez NASA za pośrednictwem Internetu, co jest bezpłatne – tłumaczy prok. Kopania.

Postępowanie w tej sprawie łódzka prokuratura wszczęła w ub. roku po kontroli w Planetarium jaką przeprowadził Urząd Miasta. Zaraz po niej dyrektor stracił stanowisko, które zajmował od 1984 roki.

Z ustaleń śledczych wynika, że była już główna księgowa otrzymała wynagrodzenie w kwocie 70 tys. zł, a kierownik administracji – 109 tys. zł.

- Pieniądze te były wypłacane niezależne od wynagrodzeń wynikających ze stosunku pracy – mówi prok. Kopania. Dodaje, że prace te były wykonywane w oparciu o ustne ustalenia między pracownicami, a dyrektorem i nie wynikały z postanowień zawartych w umowach o pracę, ani z zakresu powierzonych pracownicom obowiązków.

Dlaczego dyrektor zlecił dodatkowe prace akurat tym podwładnym? – Nie wiadomo – mówią śledczy. Pracownicy Planetarium nie byli informowani o tym, że dyrektor zlecił monitorowanie pozycji Słońca dwóm z nich, ani o tym, że wypłacane im jest za to wynagrodzenie.

Reklama
Reklama

Przesłuchany w śledztwie Mieczysław B. nie przyznał się do winy. Wyjaśnił, że określił z dwoma pracownicami warunki zapłaty za czynności wykonane przy tworzeniu pomocy dydaktycznej zwanej bazą słońca. – Tę bazę tworzyliśmy  od 1996 roku. Budowaliśmy ją z myślą o korzystających z Planetarium: dzieciach i młodzieży. Miał być to rodzaj pomocy dydaktycznej dla nich – tłumaczył Mieczysław B. Dodał, że, że spieszył się z pobieraniem tych plików, ponieważ obawiał się, że od 2013 roku nie będzie już to możliwe.

Mieczysławowi B. grozi do 10 lat więzienia.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Czy cmentarz w Otwocku kryje masowy grób żołnierzy AK? Sensacyjny post prezydenta miasta
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama