Przeraża, bo naprawdę trudno sobie wyobrazić, jaki kryje się za nią ogrom ludzkiej pracy, ile godzin nad klawiaturą, ile filiżanek kawy, ile papierosów, twórczego bałaganu, które były przez dziesięciolecia naturalnymi atrybutami warsztatu dziennikarza.
Dziś jest już inaczej. Pali się poza murami budynków, „polityka czystych biurek" wymiotła z redakcji sterty papieru i tylko kawa nam została, nieodłączna towarzyszka wysiłku redagowania gazety. Dziesięć tysięcy wydań „Rzeczpospolitej"! Ponad milion zadrukowanych drobnym maczkiem stron papieru, licząc główny grzbiet, setki uzupełnień i dodatków.