– Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni – powiedział sędziom były igumen Siergiej, usłyszawszy wyrok.

Były duchowny, bardzo popularny w środowiskach konserwatywnych, został aresztowany w grudniu ubiegłego roku. Oddziały specjalne policji musiały brać szturmem syberyjski Srednieuralski Monastyr, w którym zamknął się dysydent.

– Represje przeciw Siergiejowi zaczęły się dopiero po ostrej krytyce władzy świeckiej i osobiście Putina – wyjaśniał wtedy nieżyjący już Wsiewołod Czaplin, również usunięty z Cerkwi z powodu konfliktu z hierarchami.

Czytaj więcej

Ostrzegał przed czipowaniem ludzi. Mnich ukarany

Gwałtowny konflikt między duchownym (byłym milicjantem w czasach ZSRS) a władzami wybuchł wiosną ubiegłego roku, gdy z powodu pandemii rząd nakazał zamknięcie cerkwi. Siergiej wyklął zarówno władze świeckie, jak i cerkiewne, tym ostatnim zarzucając życie w luksusie. – Przyjął wiadomość o zamknięciu cerkwi przez pryzmat sowieckich prześladowań, (...) jako przejaw wojowniczej sekularyzacji. Zamykanie cerkwi to wielka trauma prawosławnych w Rosji – tłumaczył Czaplin.

Wcześniej do Siergieja pielgrzymowali nawet politycy z Moskwy. Wśród nich była Natalia Pokłonska, ukraińska prokurator z Krymu, która zdradziła i przeszła na stronę Rosji. Ale gdy duchowny stawał przed sądem, Pokłonska wyjechała na Wyspy Zielonego Przylądka jako rosyjski ambasador.

Specjaliści szacują, że spośród ok. 1,5 mln Rosjan stale zaangażowanych w życie Cerkwi jedynie od tysiąca do kilkudziesięciu tysięcy to zwolennicy takich kaznodziejów. Po dwóch latach prześladowań jeszcze mniejszą grupę stanowią duchowni sympatyzujący z demokratyczną opozycją. W 2019 r. znalazło się 52, którzy podpisali list w obronie więźniów politycznych. Obecnie już tylko jeden został zesłany do monastyru, gdyż chciał „uścisnąć dłoń Aleksieja Nawalnego".