Historię duchownego, działacza podziemia antykomunistycznego, harcerza, karateki, odznaczonego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski opisywaliśmy na łamach „Rz” już kilka razy. Śledztwo w sprawie wykorzystywania przez niego małoletnich ruszyło w prokuraturze w Zwoleniu w 2019 r. Potem przeniesiono je do Radomia. W styczniu tego roku - po trwającym blisko półtora roku dochodzeniu – prokuratura orzekła, że w latach 1985–1998 duchowny „wielokrotnie" doprowadził „do obcowania płciowego" oraz „poddania się innym czynnościom seksualnym" siedem osób znanych prokuraturze „oraz innych nieustalonych”. Najmłodsza ofiara księdza miała 9 lat, najstarsza 12. Do wykorzystywania dochodziło w mieszkaniu duchownego, a także podczas obozów harcerskich i sportowych, które organizował. – Nie ma wątpliwości co do tego, że czyny te zaistniały. Zeznania pokrzywdzonych uznano za w pełni wiarygodne – mówiła „Rzeczpospolitej" prok. Beata Galas, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu. – Wszystkie te czyny uległy jednak przedawnieniu i śledztwo zostało umorzone.

Ale – 18 lutego 2021 r. – kilka dni po uprawomocnieniu się decyzji o umorzeniu tego śledztwa prokurator skierował do sądu w Zwoleniu akt oskarżenia przeciwko ks. S. Duchownemu zostały postawione dwa zarzuty: złożenia fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa oraz składania fałszywych zeznań. Proces w tej sprawie ruszy 5 maja.

Z aktu oskarżenia, który poznaliśmy wynika, że w odniesieniu do ks. S. zastosowano środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego (4 tys. zł), a na poczet ewentualnej kary grzywny i pokrycia kosztów sądowych zajęto mu samochód oraz motocykl.

- Bardzo mi się ten ruch prokuratora podoba. Jeśli sąd uzna go winnym składania fałszywych zeznań, to potwierdzi pośrednio, że mnie i inne osoby wykorzystał seksualnie – mówi „Rz” Michał, jedna z ofiar ks. S.

- Przyznam, że kiedy w 2018 roku pisałem anonimowe meile do kurii, ZHP, nie wierzyłem w to, że ksiądz stanie przed sądem. Teraz, gdy tak się stanie ufam, że z cienia wyjdą też inne osoby, które skrzywdził. Wiem, że są takie osoby, w odniesieniu do których przedawnienia jeszcze nie ma i ksiądz mógłby zostać ukarany za wykorzystywanie seksualne – dodaje Kazimierz, który najpierw anonimowo, a potem podając swoje dane personalne kurii, informował o czynach ks. S.

We własnych sidłach

Jak to możliwe, że duchownego oskarżono o składanie fałszywych zeznań?

W październiku 2018 r. na skrzynki e-mailowe radomskiego hufca ZHP, kurii, Fundacji „Nie lękajcie się” oraz parafii, której proboszczem był ks. S., przyszła wiadomość. Jej anonimowy autor pisał, że w latach 80. XX w. został przez księdza (pracował on wówczas w Pionkach) wielokrotnie wykorzystany seksualnie. Ówczesny kanclerz radomskiej kurii, ks. Edward Poniewierski, odpisał anonimowemu nadawcy, że aby mógł podjąć w sprawie jakieś działania musi poznać jego personalia – na tamtym etapie mężczyzna wolał jednak pozostać anonimowy. Z ustaleń „Rz” wynika jednak, że z ks. S. została wtedy w kurii przeprowadzona jakaś rozmowa. Najprawdopodobniej tuż po niej duchowny – 3 stycznia 2019 r. – złożył w Komendzie Miejskiej w Radomiu pisemne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa zniesławienia jego osoby „poprzez przesłanie w 2018 r. do Kurii Diecezji Radomskiej anonimowego pisma oraz zamieszczanie w internecie w okresie od 28 listopada 2013 r. do 27 grudnia 2018 r. publikacji pomawiających go o molestowanie dzieci”. Policja wszczęła w tej sprawie postępowanie, a ksiądz potwierdził treść swojego zawiadomienia 11 stycznia 2019 r. w czasie przyjęcia od niego protokolarnego zawiadomienia i przesłuchania w charakterze świadka. Był – jak wynika z materiałów prokuratury – uprzedzony o odpowiedzialności karnej za złożenie niezgodnych z prawdą zeznań oraz zatajenie prawdy. Postępowanie to - 17 maja 2019 r. – zostało jednak przez policję umorzone z powodu niewykrycia sprawców.

Dziesięć dni później – 27 maja 2019 r. – Fundacja „Nie lękajcie się” przesłała do radomskiej policji zawiadomienie o możliwości popełnienia przez ks. S. przestępstwa wykorzystania nieletnich – podstawą był meil z października 2018 otrzymany od anonimowej osoby. W Prokuraturze Rejonowej w Zwoleniu ruszyło postępowanie sprawdzające. Pod koniec czerwca 2019 r. niemal identyczne zawiadomienie wpłynęło od Naczelnika ZHP. W pierwszych dniach lipca do Prokuratury Okręgowej w Radomiu wpłynęło z kolei zawiadomienie kanclerza kurii radomskiej – mężczyzna korespondujący z kanclerzem w październiku 2018 r. zdecydował się ujawnić i ze szczegółami opisał w jaki sposób i gdzie był przez ks. S. wykorzystywany seksualnie. Wszystkie te trzy zawiadomienia połączono w jedno postępowanie i po przesłuchaniach pierwszych świadków we wrześniu 2019 r. wszczęto śledztwo. W marcu 2020 r. prokurator wezwał na przesłuchanie ks. S. Ten – jak wynika z materiałów, które poznaliśmy – uprzedzony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań oraz pouczony o prawie do uchylenia się od odpowiedzi na pytania, „kategorycznie zaprzeczył, aby kiedykolwiek dopuścił się molestowania seksualnego małoletnich”. Zaprzeczał także podczas kolejnego przesłuchania.

Prokurator cierpliwie przesłuchiwał kolejnych świadków. Kiedy w listopadzie 2020 r. zyskał pewność, że mówią prawdę, zeznania są spójne i nie ma „podstaw do odmówienia im wiarygodności” sięgnął po umorzone wcześniej postępowanie z zawiadomienia ks. S. W styczniu 2021 r. umorzył śledztwo w sprawie wykorzystywania seksualnego małoletnich przez ks. S. z powodu przedawnienia się karalności czynów, ale zaraz potem sporządził akt oskarżenia w sprawie składania przez niego fałszywych zeznań i fałszywego zawiadomienia o przestępstwie.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Kilka dni po tym jak o ustaleniach prokuratury napisała „Rz” ZHP pozbawił duchownego Złotego Krzyża „Za Zasługi dla ZHP”. Podobną procedurę rozpoczęła także Kapituła Orderu Uśmiechu oraz Kapituła Orderu Odrodzenia Polski.

Z ks. S. nie udało nam się skontaktować. Do sprawy nie odniesie się także jego pełnomocnik, mec. Piotr Kupis. - Nie mam na to zgody klienta – mówi krótko.

Gesty „przyjaźni”

Tymczasem okazuje się, że ksiądz S. już raz zadziałał według podobnego schematu. Chcąc oddalić od siebie podejrzenia i wyczyścić atmosferę wokół swojej osoby złożył w prokuraturze wniosek o ściganie osób, które oskarżały go o wykorzystywanie seksualne małoletnich. Rzecz miała miejsce w roku 1999. Ks. S. był wówczas proboszczem parafii Oleksów i nieformalnym kapelanem w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Opactwie. W maju 1999 r. prokuratura w Kozienicach wszczęła dochodzenie w sprawie doprowadzenia podopiecznych ośrodka do poddania się czynnościom seksualnym. Podejrzanym był ks. S. Świadkowie – głównie pracownicy ośrodka – zeznawali, że podopieczni opowiadali im, że duchowny chwyta ich za genitalia, niektórzy mieli być zabierani przez księdza na noc na plebanię gdzie spali z nim w jednym łóżku. W trakcie postępowania przesłuchano chłopców, którzy mieli zostać wykorzystani, ale zdaniem prokuratora prowadzącego wówczas śledztwo ich zeznania „nic do sprawy nie wniosły, gdyż są to chłopcy w różnym stopniu upośledzeni umysłowo i jak stwierdziła biegła psycholog, zdolność postrzegania, przechowywania oraz odtwarzania przez nich faktów jest bardzo ograniczona lub wręcz niemożliwa”. Dochodzenie w czerwcu 1999 r. umorzono, a wszystkie materiały jej dotyczące zostały już przez prokuraturę zniszczone. „Rzeczpospolita” dotarła jednak do części dokumentów, które zachowali świadkowie. Nie zgadzali się oni z decyzją o umorzeniu dochodzenia i składali w tej sprawie odwołania. W odpowiedzi na jedno z nich Prokuratura Okręgowa w Radomiu odpisała, że dowody zostały ocenione prawidłowo, a zachowanie księdza w stosunku do wychowanków „należy ocenić jako gesty przyjaźni i życzliwości, które ksiądz odwzajemniał wobec podopiecznych ośrodka”. „Ocena tych gestów jako »molestowanie seksualne« jest nie tylko błędna i bardzo dowolna, ale przede wszystkim nie koresponduje z zebranym w sprawie materiałem dowodowym” - pisała prokurator Eulalia Bugajna.

Dwa miesiące po umorzeniu dochodzenia ks. S. złożył w kozienickiej prokuraturze zawiadomienie w sprawie fałszywego oskarżenia go o wykorzystywanie seksualne małoletnich przez świadków zeznających w jego sprawie. Prokurator raz jeszcze przeanalizował materiał dowodowy, wszystkie zeznania, wziął pod uwagę trudności z przesłuchaniem upośledzonych umysłowo chłopców i uznał, że nie może twierdzeń świadków uznać za fałszywe, bo „nie eliminuje” ich żaden inny obiektywny dowód. „Nie mając więc pełnego rozeznania co do okoliczności faktycznych dotyczących wzajemnych relacji pomiędzy Stanisłwem S. a chłopcami z ośrodka nie można zawiadomienia o przestępstwie [tu nazwiska świadków - TK) i ich zeznań rozpatrywać w kategoriach fałszywości” - stwierdził prokurator i śledztwo umorzył.

Cynizm sprawcy

- To dość typowe i cyniczne postępowanie sprawców, którzy za wszelką cenę chcą oddalić od siebie podejrzenia – komentuje ks. prof. Andrzej Kobyliński z UKSW, od wielu lat zajmujący się problematyką wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży. W tym kontekście duchowny przywołuje sprawę ks. Wojciecha Gila, którego w 2013 r. oskarżono o pedofilię, której miał się dopuszczać na Dominikanie i w Polsce. - Po pojawieniu się tych oskarżeń ksiądz wystąpił w telewizji i z kamienną twarzą zapewniał, że jest niewinny a wszystko co o nim mówią, to oszczerstwa. Potem, w czasie procesu przyznał się i został skazany – przypomina.

Czy w 1999 r. władze kościelne wiedziały o zarzutach formułowanych pod adresem ks. S.? Wiele wskazuje na to, że tak, choć jak wynika z ustaleń „Rz” w jego teczce personalnej w radomskiej kurii nie ma po tym śladu. Weszliśmy jednak w posiadanie dokumentów, z których wynika, że o podejrzanych zachowaniach ks. S. w odniesieniu do nieletnich chłopców informowane było m.in. kuratorium oświaty w Kielcach, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Ministerstwo Sprawiedliwości. Sąd Rejonowy w Kozienicach w konkluzji jednego z wyroków z powództwa pracowników Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Opactwie przeciwko jego dyrekcji podkreślił, że w procesie „podnoszona jest dwuznaczna rola księdza i to nie po raz pierwszy, co jest wiadome Sądowi z urzędu z innych spraw z tego Ośrodka”. Z interwencją występował także Sąd Okręgowy w Warszawie, również wspominając o „dwuznacznej roli” księdza. Można zatem przypuszczać, że informacje docierały także do kurii. - O ks. Stanisławie mówiło się dość głośno. On cały czas odpierał te zarzuty i twierdził, że to zemsta za jego działalność przeciwko komunie – mówi „Rz” jeden z księży, który pracował wtedy w jednej z parafii na terenie dekanatu czarnoleskiego, do którego należał Oleksów. - Biskup też wiedział. Problem w tym, że biskupi Edward Materski i Stefan Siczek, którzy mieliby coś w tej sprawie do powiedzenia nie żyją – mówi i zwraca uwagę na to, że kilka miesięcy po umorzeniu dochodzenia w odniesieniu do ks. S. został on przeniesiony na inną parafię. - W marcu 2000 r. zmarł proboszcz jednej z radomskich parafii i na jego miejsce szybciutko przeniesiono S. - podkreśla.

Kościół wyjaśnia

Informacje o tym, że ksiądz S. wykorzystywał seksualnie małoletnich do kurii w Radomiu dotarły na pewno pod koniec 2013 r. W czerwcu ub. roku na łamach „Rz” opisaliśmy historię mężczyzny, który spotkał się w tej sprawie z ówczesnym biskupem diecezjalnym Henrykiem Tomasikiem, a potem złożył oficjalne zawiadomienie przed kanclerzem kurii. Z ks. S. przeprowadzono wówczas rozmowę, w której miał zaprzeczyć stawianym mu zarzutom. Sprawy dalej nie pociągnięto, bo jak tłumaczyła w ub. roku „Rz” kuria poszkodowany mężczyzna nie zostawił do siebie żadnego kontaktu. Udowodniliśmy jednak, że urzędnicy kurialni kontakt do tego mężczyzny mieli, a on sam kilka razy usiłował nawiązać kontakt z księdzem, który przyjmował od niego zeznania (ujawniliśmy m.in. ich korespondencję meilową). Po naszej publikacji do Nuncjusza Apostolskiego w Polsce zostało skierowane zawiadomienie o możliwych zaniechaniach w tej sprawie biskupa Tomasika. Przez blisko rok nic w tej sprawie się nie działo. Dopiero niedawno sprawa nabrała rozpędu. Z ustaleń „Rz” wynika, że jej wyjaśnienie Watykan zlecił ordynariuszowi płockiemu, bp. Piotrowi Liberze. Jego delegat spotkał się już z osobą pokrzywdzoną i zapoznał się z posiadanymi przez nią dokumentami. Kiedy sprawa ma szansę się zakończyć? Nie wiadomo. Biskup Libera nie odpowiedział na meila w tej sprawie, rzeczniczka kurii zasugerowała zadanie pytania Nuncjaturze. Ta konsekwentnie milczy.

W toku jest także proces karno-administracyjny ks. S. w diecezji radomskiej. W 2019 r. po skierowaniu sprawy do prokuratury duchowny został odwołany z urzędu proboszcza parafii Chrystusa Nauczyciela w Radomiu oraz odsunięty od pracy z dziećmi i młodzieżą. Rozpoczęto wówczas także procedurę wstępnego dochodzenia kanonicznego, a pod koniec ub. roku proces formalnie ruszył. Kuria otrzymała już materiały z zakończonego przez prokuraturę dochodzenia i jak poinformował nas ks. Dariusz Konieczny, kanclerz kurii materiał „wniósł wiele informacji do sprawy”. - W miesiącu maju planowane są przesłuchania osób pokrzywdzonych. - konkluduje ks. Konieczny.

Ks. S. grozi wydalenie ze stanu kapłańskiego.