Duży kredyt, rata poszybowała w górę, a na dodatek utrata pracy – to sytuacje, które często prowadzą do niewypłacalności obywateli. Osoby, które popadły w takie tarapaty, mają możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Mają, ale tylko w teorii. Od 2009 r. do końca 2013 r. na 2265 wniosków o tzw. upadłość konsumencką sądy ogłosiły ją tylko 115 razy. To ma się zmienić za sprawą poselskiego projektu nowelizacji prawa upadłościowego i naprawczego.

Celowe zadłużanie

Zmiany zaproponowane przez posłów PO łagodzą kryteria oddalenia przez sąd wniosku o upadłość konsumenta. Będzie mógł liczyć na ogłoszenie upadłości także wtedy, gdy w trudnej sytuacji zgodził się na rozwiązanie stosunku pracy. Sąd się przychyli do jego wniosku, również gdy zaciągnie kredyt, będąc już w tarapatach, ale pod określonymi warunkami.

Motywem zaciągnięcia kolejnego zobowiązania musi być chęć poprawy trudnej sytuacji, np. poprzez zakup narzędzi pozwalających zarabiać.

Projekt określa, że sąd oddali wniosek o upadłość, gdy dana osoba umyślnie lub w wyniku rażącego niedbalstwa znajdzie się w trudnej sytuacji finansowej.

Prawnicy jednak zauważają, że takie pojęcia jak umyślność czy niedbalstwo nie zostały w projekcie zdefiniowane.

– I trudno oceniać, jak w takich sytuacjach sądy będą rozpatrywać wnioski o upadłość osób fizycznych – mówi Katarzyna Bialuk-Pietrzak, adwokatka w kancelarii Nowakowski i Wspólnicy.

– Najczęstszym powodem umarzania takiego postępowania jest to, że majątek dłużnika nie wystarcza na pokrycie kosztów – mówi Katarzyna Bialuk-Pietrzak.

To ma się zmienić. Projekt przewiduje, że sąd będzie mógł w takim przypadku ogłosić upadłość. A brakujące koszty zostaną pokryte tymczasowo przez Skarb Państwa. Syndyk zwróci je państwu, gdy do masy upadłości wpłyną dodatkowe pieniądze.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Ponadto sąd nie zawsze oddali wniosek osoby, która w ciągu ostatnich dziesięciu lat skorzystała już z upadłości konsumenckiej. Teraz musi. W przyszłości, jeżeli do ponownej niewypłacalności dojdzie mimo zachowania należytej staranności albo wskutek szczególnych okoliczności, np. utraty zdrowia, sąd nie będzie zmuszony odrzucić wniosku.

Osoba, która znajdzie się w trudnej sytuacji, nie zawsze też straci swoje mieszkanie czy dom. Projekt przewiduje bowiem, że gdy służy on zaspokojeniu potrzeb lokalowych dłużnika i jego rodziny, będzie mógł on zachować dom, jeżeli zgodzą się na to wierzyciele. Taki układ ma być zawierany, gdy zostanie uprawdopodobnione, że cele postępowania zostaną osiągnięte w inny sposób niż sprzedaż lokalu. W ramach takich porozumień niewykluczone jest np. wydłużenie przez bank okresu spłaty kredytu. Gdy obecna wartość nieruchomości nie zaspokoi jego roszczeń, dla banku może to być korzystniejsze rozwiązanie.

Limit dla syndyków

Poselska inicjatywa niepokoi syndyków, ponieważ zmienia zasady ich wynagradzania. Będą mogli otrzymać maksymalnie trzykrotność minimalnego wynagrodzenia za pracę. Najniższe wynagrodzenie wyniesie jego połowę.

– Ograniczanie z góry wynagrodzenia jest ryzykowne. Może się bowiem okazać, że będzie ono nieadekwatne w niektórych sprawach – ocenia Witold Missala z Federacji Syndyków Rzeczypospolitej Polskiej. Tłumaczy, że trudne sprawy mogą stanowić nawet 10 proc. postępowań o upadłość konsumencką. A niektóre są tak samo skomplikowane jak te dotyczące spółek.

Z tym że w szczególnych przypadkach syndyk dostanie nawet dziesięciokrotność minimalnego wynagrodzenia.

– W skomplikowanych postępowaniach to i tak niewiele. Dlatego to sądy powinny decydować o wynagrodzeniu syndyka, ponieważ są w stanie ocenić stopień skomplikowania sprawy – ocenia Witold Missala.

etap legislacyjny: przed pierwszym czytaniem w Sejmie