Przepisy zakazujące aptekom reklamy generują coraz to nowe absurdy. Doprowadziły do tego, że apteki nie mogą informować pacjentów o tym, że mierzą ciśnienie albo sprawdzają, czy leki, które przyjmuje pacjent, nie wchodzą ze sobą w interakcje. Słowem, nie mogą się pochwalić, że prowadzą program opieki farmaceutycznej.

Zakaz informowania o dostępności takich usług wyszedł na jaw w związku z projektem, jaki prowadzi Uniwersytet Jagielloński. Naukowcy z tej uczelni dostali grant unijny na badania o funkcjonowaniu w aptekach opieki farmaceutycznej. Pracownicy UJ pozyskali do współpracy 120 placówek z Małopolski. Informacja o tym, że biorą one udział w projekcie unijnym, z wyszczególnieniem nazw aptek, zawisła na stronie UJ. Pacjent, który szukał apteki np. mierzącej ciśnienie, mógł wejść na stronę internetową uczelni i znaleźć najbliższą placówkę. Jednocześnie apteki zaangażowane w projekt wywieszały na swoich drzwiach logo, informujące, że prowadzą opiekę farmaceutyczną.

Współpraca jednak szybko się skończyła. Jedna z aptek dostała zakaz udziału w programie, gdy konkurencja doniosła na nią do inspekcji farmaceutycznej. Okazało się, że ani apteki, ani UJ nie mogą informować o programie. Jest to bowiem forma promocji, a zgodnie z art. 94a prawa farmaceutycznego apteki obowiązuje zakaz reklamy. Mogą tylko podawać informacje o swej lokalizacji i godzinach otwarcia.

13tys. aptek działa w Polsce

– Ten przepis jest bardzo restrykcyjny. Tu już nie chodzi o to, że zabrania aptekom reklamować ceny leków w gazetkach, ale zaczął też utrudniać prowadzenie programów naukowych – mówi Agnieszka Skowron z UJ.

W Naczelnym Sądzie Administracyjnym (sygn. II GSK 1000/13) zapadł 27 sierpnia 2014 r. wyrok dotyczący m.in. reklam. W sprawie chodziło wprawdzie o program lojalnościowy dla pacjentów, ale sąd odniósł się także do opieki farmaceutycznej. Wskazał, że jest ona reklamą bez względu na to, czy informacje są dostępne w aptece czy poza nią. Zdaniem Sądu Najwyższego reklama może dotyczyć wszelkich działań skierowanych na utrzymanie klienta. Ten i inne podobne wyroki sprawiły, że uczelnia musiała zawiesić program badawczy.

29 proc. placówek należy do sieci aptek według danych IMS Health

– Wyroki idą tak szeroko, że przestaje być jasne, jak w ogóle prowadzić aptekę. Sądy posługują się definicją reklamy ze słownika, a ta mówi, że jest to wpływanie na teraźniejszą i przyszłą klientelę, czyli wszystko – zauważa Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Kieszkowska Rutkowska Kolasiński.

Przeciwnego zdania są przedstawiciele samorządu aptekarskiego.

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

– Sieci aptek wykorzystują program opieki farmaceutycznej do tego, by się reklamować. A nie trzeba przecież wypisywać, w której aptece działa, bo pacjent i tak nie będzie jej szukał, tylko pójdzie do najbliższej – mówi Stanisław Piechula, wiceprezes Śląskiej Izby Aptekarskiej.