W sprawach tego rodzaju na pokrzywdzonym nie spoczywa ciężar udowodnienia, jaka przyczyna spowodowała niebezpieczny charakter produktu – to sedno najnowszej uchwały Sądu Najwyższego.

Przepisy o odpowiedzialności za produkt niebezpieczny obowiązują od wielu lat, nie było jednak przesądzone, czy poszkodowany przez produkt niebezpieczny może w razie uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia żądać zadośćuczynienia pieniężnego.

Nie wiadomo też było, czy to na poszkodowanym spoczywa ciężar udowodnienia, z powodu jakiej wady produkt wyrządził szkodę lub krzywdę.

Na dodatek – jak się okazało na tle badanej sprawy – unijne prawo i orzecznictwo nie regulują kwestii zadośćuczynienia za krzywdę spowodowaną przez niebezpieczny produkt.

O rozstrzygnięcie właśnie tych kwestii zwrócił się do Sądu Najwyższego poznański Sąd Okręgowy.

Rozpatruje on w drugiej instancji sprawę mężczyzny, który w zakładzie należącym do koncernu samochodowego uległ wypadkowi na skutek wybuchu szklanej butelki 0,33 l z wodą gazowaną dostarczoną przez pracodawcę. Doszło do tego, gdy mężczyzna odkręcał nakrętkę. Butelka eksplodowała w jego rękach, słychać to było na kilkanaście metrów, doznał wielu zranień na twarzy i ramieniu, ślady zranień mu zostały. I chociaż po trzech miesiącach wrócił do pracy, nie ma czucia w ramieniu od nadgarstka do łokcia.

Do zbadania wypadku pracodawca powołał specjalny zespół. Stwierdził on, że ze względu na rozdrobnienie szkła niemożliwe było wykonanie ekspertyzy, w szczególności nie dało się stwierdzić, z jakiej przyczyny doszło do wybuchu butelki.

W tej sytuacji poszkodowany zażądał od towarzystwa ubezpieczeniowego, w którym ubezpieczony od OC był producent napoju, 30 tys. zł zadośćuczynienia za doznany uszczerbek. Jako podstawę żądania poszkodowany wskazał art. 449 (1) kodeksu cywilnego, według którego niebezpieczny produkt to taki, który nie zapewnia bezpieczeństwa, jakiego można oczekiwać przy jego normalnym użyciu. A kto wytwarza w swej działalności gospodarczej produkt niebezpieczny, odpowiada za szkodę wyrządzoną komukolwiek przez ten produkt.

Sąd rejonowy oddalił jego żądanie, wskazując, że postępowanie dowodowe nie wykazało, a dokładniej nie wykazał tego poszkodowany, że producent wody wprowadził na rynek produkt wadliwy, nie można mu zatem przypisać odpowiedzialności, a w konsekwencji także jego ubezpieczycielowi.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Mężczyzna nie dał za wygraną. Zarzucił pierwszej instancji, że to on ma wykazać wadę, przyczynę tkwiącą w produkcie. I rozpatrując jego apelację, SO zauważył, że przepisy o produkcie niebezpiecznym nie zawierają określenia „krzywda", które oznacza szkody niemajątkowe na ciele czy zdrowiu (ale też na „duszy", np. stres), dlatego według jednego ze stanowisk prawniczych za krzywdę producent produktu niebezpiecznego nie powinien odpowiadać.

Z drugiej strony kodeks cywilny każe, gdy brak pełnej regulacji danej odpowiedzialności, sięgać po ogólne zasady, w tym wypadku za uszkodzenie ciała lub wywołanie rozstroju zdrowia, a te przewidują zadośćuczynienie. Stąd pytanie poznańskich sędziów o wykładnię do SN.

Jak widać z uchwały, trzyosobowy skład SN pod przewodnictwem sędzi Marty Romańskiej przychylił się do drugiego stanowiska, korzystnego dla poszkodowanych.

Sygnatura akt: III CZP 34/20