Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób ukraińskie ataki dronów paraliżują czarnomorskie kurorty.
  • Dlaczego na lotnisku w Soczi panuje chaos, a turyści masowo opuszczają popularne plaże.
  • Z jakimi problemami zaopatrzeniowymi mierzy się Krym
  • Jak załamanie rynku turystycznego wpływa na nastroje Rosjan i przyszłość całej branży.

To, jak mocno wielka wojna z Ukrainą przebudowała rynek turystyczny w Rosji, najlepiej obrazują liczby. Przed pandemią około 18 mln obywateli rosyjskich wyjeżdżało za granicę na wakacje. Z kolei około 65 mln ludzi deklarowało, że wybierają rosyjskie kurorty. Z danych Rosyjskiego Stowarzyszenia Touroperatorów wynika, że w ubiegłym roku jedynie 13 mln Rosjan odpoczywało za granicą i lwia część z nich wybierała Turcję, Egipt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Sankcje (w tym wizowe i bankowe) i brak połączeń lotniczych z UE, USA, ale też Kanadą, Australią, Japonią, Koreą Południową czy Szwajcarią sprawiły, że liczba wczasujących się wewnątrz Rosji wzrosła do prawie 100 mln osób.

W południowych regionach kraju i na okupowanym od 2014 r. Krymie ruszył sezon turystyczny, ale wiele wskazuje na to, że coraz bardziej zaawansowane ukraińskie drony mogą pokrzyżować wakacje milionom Rosjan.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Drony paraliżują Rosję. Wojna wymyka się Putinowi spod kontroli

Soczi, Gelendżyk i Anapa. Rosyjscy turyści tam utknęli, syreny wyją na plażach

Nad ranem 8 czerwca żaden samolot nie mógł wystartować z lotniska w Soczi. Wszystkie lądujące maszyny kierowano na zapasowe lotniska. Tablice odlotów i przylotów świeciły się na czerwono, zapowiadając kilkugodzinne opóźnienia lub odwołanie lotów. Pracownicy lotniska tłumaczyli, że ruch wstrzymano z powodu ataku ukraińskich dronów, które od kilku dni paraliżują port lotniczy największego turystycznego miasta w Rosji. Tylko w ubiegłym roku Soczi przyjęło niemal 8 mln turystów.

„Ogromne opóźnienia na lotnisku w Soczi. Tysiące osób od piątku nie może wrócić do domów z powodu ataków ukraińskich dronów. W tym czasie lotnisko było otwarte łącznie zaledwie przez osiem minut” – informował w niedzielę związany z władzami Rosji popularny kanał w Telegramie Mash.

Czytaj więcej

Ukraińskie drony sięgają serca Rosji. „Żadna armia dotychczas nie dokonała czegoś takiego”

„Z powodu tłumów psują się windy, a niektórzy pasażerowie mdleją. W środku panuje trudna do wytrzymania duchota. Pasażerowie mówią, że nie ma ani jednego wolnego krzesła. Ludzie leżą na podłodze na własnych ręcznikach i matach, punkty informacji są oblężone, a tablice z rozkładem lotów świecą pustkami” – alarmował Mash.

Na graniczącym z Soczi Federalnym Terytorium „Syriusz” (strefa podporządkowana bezpośrednio władzom w Moskwie) kilkakrotnie odzywała się obrona przeciwlotnicza. Roi się też od filmików uciekających z tamtejszej plaży turystów. Oprócz luksusowych hoteli i strefy wypoczynkowej w „Syriuszu” tworzone są najnowsze technologie, w tym również związane ze sztuczną inteligencją, i być może te ośrodki naukowe były celem ukraińskich dronów.

Syreny wyją też w innym popularnym wśród Rosjan czarnomorskim mieście – Gelendżyku, który w ubiegłym roku przyjął ponad 4 mln turystów. Tam też ukraińskie drony paraliżują lotnisko. W poniedziałek mer miasta Aleksiej Bogodistow apelował do mieszkańców o „zachowanie spokoju” i uspokajał, że „głośne dźwięki” są związane z pracą obrony przeciwlotniczej. Od dłuższego czasu ukraińskie drony atakują pobliski Noworosyjsk – największy naftoport w Rosji. W poniedziałek trafiły w jeden z największych terminali naftowych, a lokalne media informowały o serii wybuchów i pożarze. Ze skutkami ataków dronów (chodzi m.in. o plaże zabrudzone produktami ropopochodnymi) na lokalną rafinerię nieustannie walczą też władze Tuapse, gdzie w ubiegłym roku wypoczywało ponad 2 mln Rosjan.

Z kolei w Anapie (5 mln turystów w ubiegłym roku) władze ostrzegają mieszkańców i wczasowiczów, by śledzili komunikaty służb i w razie alarmów ukrywali się „w pomieszczeniach bez okien”. Tam, w porównaniu z Soczi, sytuacja jest jednak znacznie spokojniejsza i dlatego do Anapy masowo zaczynają uciekać turyści z okupowanego Krymu. Wielu jadących na wakacje np. do Jałty już w drodze na wczasy zmieniało bilety i rezerwowało hotele w Anapie.

Kupony na paliwo i ograniczenia w sklepach. Krym odczuwa bolesne skutki wojny Rosji z Ukrainą

Atak ukraińskich dronów na lokomotywę pociągu jadącego z Moskwy do Symferopola sparaliżował ruch kolejowy na moście krymskim, łączącym okupowany półwysep z Rosją. Z powodu wojny wszystkie pasażerskie połączenia lotnicze na Krym z Rosji zostały wstrzymane jeszcze w 2022 r.. Alternatywna droga ucieczki z półwyspu prowadzi przez okupowane obwody Ukrainy, ale jest niebezpieczna z powodu nieustających działań wojennych i zalatujących w głąb okupowanych terenów ukraińskich dronów.

„Według danych Służby Analitycznej ATOR (Rosyjskiego Stowarzyszenia Touroperatorów – red.) w ciągu ostatniego tygodnia (29 maja – 5 czerwca) odnotowano spadek liczby nowych rezerwacji wycieczek na Krym o 25–35 proc. w porównaniu z poprzednim tygodniem. Jednocześnie liczba rezygnacji z wyjazdów stale rośnie” – czytamy na stronie stowarzyszenia.

Czytaj więcej

Rosyjski opozycjonista o „samobójczym kroku” Putina. „Ludzie mają już wszystkiego dosyć”

Branżę turystyczną na Krymie dobijają też wprowadzone 31 maja ograniczenia sprzedaży paliw. Wprowadzono również talony i dzienny limit (20 litrów na dany numer tablicy rejestracyjnej). Z relacji narzekających w sieciach społecznościowych lokalnych mieszkańców wynika, że talonów brakuje, a ci, którym udaje się dostać je, muszą stać po paliwo w wielogodzinnych kolejkach. I wszystko wskazuje na to, że brakować zaczyna nie tylko paliwa. Rosyjskie niezależne portale „Agentstwo” i „Ważnyje istorii” piszą o tym, że w krymskich sklepach spożywczych pojawiają się ograniczenia na sprzedaż m.in. cukru, kaszy gryczanej, oleju rzepakowego, mąki czy ryżu.

– Ludzie są coraz mocniej zirytowani i mają tego wszystkiego już dosyć. Wszyscy chcą, by działania wojenne zakończyły się jak najszybciej – mówił ostatnio w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mieszkający pod Moskwą znany rosyjski polityk opozycyjny Boris Nadieżdin. – Coraz mniej jest w Rosji ludzi, którzy opowiadają się za prowadzeniem wojny do zwycięstwa. Myślę, że takich ludzi w naszym kraju jest obecnie około 10–15 proc. – stwierdził.