Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są główne przyczyny oraz przebieg odwrotu rosyjskich najemników z Mali?
  • Jakie były okoliczności początkowego zaangażowania Moskwy w regionie Sahelu?
  • W jaki sposób śmierć kluczowych postaci politycznych wpłynęła na stabilność sojuszy Mali?
  • Jakie ugrupowania rebelianckie działają w tym kraju i na czym polega ich obecna współpraca?
  • Jakie znaczenie sytuacja w Mali ma dla regionalnego układu sił w Afryce Zachodniej?
  • Jakie potencjalne skutki , w tym dla Europy, może przynieść rozwój konfliktu?

„To największa porażka Rosji w dziedzinie bezpieczeństwa na afrykańskim kontynencie” – pisze internetowe wydanie La Revue Afrique.

W środku saharyjskiej pustyni, w jednym z najbiedniejszych krajów kontynentu, w Mali rosyjscy najemnicy „wycofują się ze swoich pozycji, porzucając sprzęt, który później przejmują dżihadyści”. Porzucili już prawie całą północną część kraju, zdobytą w szybkiej ofensywie trzy lata temu. Teraz z trudem utrzymują przyczółek nad rzeką Niger, która stanowi barierę dla atakujących.

Brutalni, rosyjscy najemnicy gwarantują władzę juntom wojskowym

W 2022 roku Rosjanie pojawili, by za ok. 10 mln dolarów miesięcznie wspierać miejscową juntę w walce zarówno z radykalnymi islamistami (z dwóch głównych ugrupowań), jak i partyzantami z pustynnego narodu Tuaregów walczącymi o swoje państwo. Kilka miesięcy wcześniej władze w Bamako zmusiły do opuszczenia kraju francuskie wojska, które w dawnej kolonii próbowały opanować sytuację.

„Cena (rosyjskiej pomocy) była wysoka. Operacje najemników były bardzo brutalne, nawet jak na Mali, w którym wojna domowa trwa od półtorej dekady” – podsumował jeden z amerykańskich analityków.

Czytaj więcej

Do Mali przyjechały setki doradców wojskowych i najemników z Rosji

Usadowiwszy się w Mali Rosjanie zaczęli rozszerzać sferę wpływów na dwa sąsiednie kraje, również rządzone przez junty wojskowe: Niger i Burkina Faso. W końcu udało im się sformować sojusz trzech junt, a nawet utworzyć stacjonujące w Nigrze wspólne „siły szybkiego reagowania”. Obecnie w Mali nikt ich nie widział.

– Rosyjski parasol bezpieczeństwa rozpostarty nad tym rejonem Sahelu rozlatuje się na naszych oczach – zauważył somalijski ekspert Yasin Hashi.

Kto sprowadził Rosjan

Głównym pomysłodawcą sprowadzenia rosyjskich najemników był minister obrony Sodi Camara – również architekt politycznego porozumienia z Kremlem. Padł jedną z pierwszych ofiar obecnej ofensywy partyzantów. Islamski samobójca uderzył samochodem z ładunkiem wybuchowym w jego rezydencję. Podobnie zginął miejscowy szef wywiadu wojskowego. Prezydent kraju, pułkownik Assimi Goita, przeżył, bowiem przeniósł się do bazy wojskowej w stolicy, ochranianej przez rosyjskich najemników.

Czytaj więcej

Czwarty prezydent Mali obalony w wojskowym zamachu stanu

Camara był najważniejszą osobą w juncie i z punktu widzenia Kremla gwarantem wykonania porozumienia, które przewidywało w przyszłości rosyjski dostęp do ogromnych bogactw naturalnych kraju, przede wszystkim uranu i złóż metali ziem rzadkich. Otaczała go niechęć prezydenta (zazdrosnego o wpływy) i szacunek wojska. Nieprzekupny i niedbający o walory materialne stanowił niebywały kontrast z całym otoczeniem i historycznymi zwyczajami całego regionu. Jego córka dwukrotnie nie zdała na miejscową akademię wojskową, której Camara wcześniej był szefem. Nie wstawił się za nią, wywołując pełen zdumienia szacunek wśród ludzi, dla których najpierw istnieją związki rodzinne, potem klanowe, a na końcu państwowe.

Gdy zabrakło sworznia, jaki stanowił – zarówno dla wojska, jak i Rosjan – sytuacja w Bamako stała się krytyczna. „Wydaje się, że w stolicy rozwija się kryzys polityczny, który potencjalnie może doprowadzić do zmiany przywódców. A Rosjanie tracą kolejne bazy” – pisze amerykański analityk.

Atak partyzantów i upokorzenie najemników

Wojska junty zostały nagle zaatakowane przez oddziały Tuaregów (FLA) i część dawnej terrorystycznej Al-Kaidy (Dżamat Nasr al-Islam wa-al-Muslimin – JNIM). Trzy lata od pojawienia się Rosjan w kraju zajęło obu organizacjom znalezienie wspólnego języka i przygotowanie planów ataku. Dżihadyści długo nie chcieli współpracować z Tuaregami, uważając ich za „zbyt świeckich”. Obalenie pod koniec 2024 r. prorosyjskiego dyktatora Syrii Baszara Asada stało się w końcu katalizatorem ich współpracy.

Czytaj więcej

Rosja ma kłopot z afrykańskim spadkiem po Grupie Wagnera

Tuaregowie zaatakowali na północy, odbijając miasto uważane przez nich za stolicę – Kidal. Tam osaczeni rosyjscy najemnicy zawarli porozumienie ze szturmującymi. Porzucili w mieście oddziały rządowe w zamian za gwarancje bezpiecznego odejścia w głąb kraju. Kidal prawdopodobnie został już całkowicie opanowany przez Tuaregów. - Mali i sąsiednie kraje odbierają twardą lekcję, że jedyne wsparcie, jakie Rosja udziela sojusznikom, którzy wpadli w kłopoty, to puste frazesy i antyzachodnie teorie spiskowe – zjadliwie zauważył amerykański analityk Ryan Cummings.

– Upadek Kidal to katastrofalne upokorzenie junty i rosyjskiego „Korpusu Afrykańskiego” – sądzi Yasin Hashi. Jeden z Tuaregów ubrał się w zdobyty mundur zbiegłego gubernatora, zdjęcia szczupłego wojownika w za dużym uniformie obiegły internet. Zajęcie Kidal doprowadziło do ucieczki Rosjan z mniejszych miejscowości, leżących na północ od niego, wzdłuż pustynnego traktu prowadzącego w kierunku sąsiedniej Algierii.

Walki wokół stolicy i rywalizacja dżihadystów

Jednocześnie dżihadyści z JNIM zaatakowali w centrum kraju oraz uderzyli na stolicę Bamako. Ten ostatni atak został odparty, głównie dzięki użyciu przez Rosjan dronów, zarówno swoich, jak i tureckich. Ale dżihadyści nadal znajdują się w pobliżu miasta i zagrażają mu.

Czytaj więcej

Afrykański kraj zrywa relacje dyplomatyczne z Ukrainą. Oskarżenia o terroryzm

W centrum kraju partyzanci za to osaczyli miejscowość Gao, gdzie znajduje się most przez Niger. Jeśli padnie, atakujący będą mieli otwartą drogę do centrum kraju, a wojska rządowe i Rosjanie definitywnie utracą ponad połowę kraju.

W Mali jednak trwa nie tylko wojna z siłami rządu i rosyjskimi najemnikami. W pobliżu Gao pojawili się inni dżihadyści, tym razem związani z tzw. Państwem Islamskim. – Największym zagrożeniem dla JNIM są właśnie oddziały „Państwa Islamskiego” – mówi francuski analityk Clemens Molin. Obie organizacje dżihadystów już walczyły ze sobą, ale na razie łączy je wizja zwycięstwa nad wspólnym wrogiem.

Brak lidera i zagrożenie Europy

Molin sądzi, że rebelianci z byłej Al-Kaidy w Mali – w przeciwieństwie do „Państwa Islamskiego” - w ciągu ostatnich lat przeszli ewolucję, coś w rodzaju sekularyzacji, podobnie jak Syryjczycy dowodzeni przez byłego terrorystę, a obecnie prezydenta Ahmada asz-Szarę. Syria stanowi zresztą przykład dla walczących z prorosyjską juntą w Mali. Ale jednocześnie JNIM nie porzucił „transgranicznych aspiracji” i jego oddziały, pod hasłami radykalnego islamu działają w sąsiednich krajach. Poza tym organizacja nie posiada przywódcy na miarę Asz-Szary, który potrafiłby zjednoczyć skłócone ugrupowania.

Jeśli zaś prorosyjski rząd w Bamako upadnie, skutki może odczuć nawet Europa. – Najbardziej bezpośrednim zagrożeniem jest wznowienie fali migracyjnej. Mali leży w centrum kontynentu, przechodzą przez nie główne szlaki migracyjne z Subsaharyjskiej Afryki w kierunku Libii i Morza Śródziemnego. (…) Już obecnie przyspieszył przepływ migrantów – ostrzega amerykańska analityk Zineb Riboua.

Ostrzeżenia mogą wydawać się przedwczesne, ale hiszpańscy eksperci zaczęli się niepokoić, czy nie dojdzie do „zwiększonego ciśnienia migracyjnego na Wyspy Kanaryjskie” – jeśli migranci ruszą przez pustynie na zachód, w kierunku Oceanu Atlantyckiego, a nie na północ.