Reklama

Nicolás Maduro schwytany. Ale junta przeżyła

– Będziemy teraz bezpośrednio zarządzać Wenezuelą - zapowiedział Donald Trump. Czy to oznacza, że Ameryka szykuje się do zajęcia kraju?

Publikacja: 03.01.2026 18:59

Marco Rubio i Donald Trump podczas konferencji prasowej

Marco Rubio i Donald Trump podczas konferencji prasowej

Foto: REUTERS/Jonathan Ernst

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie okoliczności towarzyszyły schwytaniu Nicolása Maduro i jakie były reakcje międzynarodowe na tę operację.
  • Jakie były strategiczne przygotowania oraz działania operacyjne amerykańskich sił zbrojnych podczas interwencji w Wenezueli.
  • Dlaczego schwytanie Maduro było możliwe dzięki wewnętrznej zdradzie i problemom z wenezuelską obroną.
  • Kto może przejąć władzę w Wenezueli po schwytaniu Maduro i jakie są potencjalne scenariusze polityczne dla tego kraju.
  • Na jakie konsekwencje polityczne może się narazić administracja USA w związku z brakiem zgody ONZ i Kongresu na operację.
  • Jakie mogłyby być ewentualne następstwa dalszych działań militarnych, jeśli współpraca z wenezuelskimi wojskowymi nie zostanie osiągnięta.

Nie do końca wiadomo, dlaczego Amerykanom tak łatwo przyszło schwytać w sobotę nad ranem Nicolása Maduro i wyprowadzić go do USA. Donald Trump zapewniał, że to efekt sprawności amerykańskich sił zbrojnych i wielu miesięcy przygotowań. Nie da się jednak wykluczyć, że Waszyngton za plecami Maduro ułożył się z wenezuelskimi wojskowymi. Trump dał do zrozumienia, że wiceprezydent Delcy Rodriguez, teraz głowa państwa, mogłaby pomóc Amerykanom.

Reżim Maduro od lat przygotowywał się na scenariusz, który rozegrał się w ten weekend. Kiedy jednak o drugiej nad ranem lokalnego czasu Amerykanie zaczęli bombardować kluczowe obiekty wojskowe w Caracas i poza stolicą, w tym bazy Fuente Tiuna i La Carlota, nie napotkali praktycznie na żaden opór. Nad stolicą widać było powoli przelatujące helikoptery Chinook – teoretycznie łatwy cel dla wenezuelskiej armii. A przecież Wenezuela zbudowała system obrony powietrznej, na który składały się m.in. rosyjskie pociski S-300 i Buk. Nie użyła go, bo okazał się niesprawny czy też wenezuelscy wojskowi użyć go nie chcieli? Jak powiedział Trump, Amerykanie nie stracili w tej operacji ani jednego żołnierza, żadnego sprzętu wojskowego.

Nie da się wykluczyć, że Maduro został zdradzony przez najbliższych współpracowników 

Jeszcze bardziej zaskakująca jest łatwość, z jaką Amerykanie schwytali Maduro. Dyktator ostatnio ciągle zmieniał miejsce pobytu, korzystał z różnych telefonów komórkowych. Zaledwie dwa dni przed operacją w wywiadzie dla hiszpańskiego dziennikarza i zwolennika wenezuelskiego reżimu, Ignacio Ramonet, zapewniał, że jest gotowy na porozumienie z Donaldem Trumpem. Najwyraźniej nie wiedział, że jego los jest już przesądzony. Operacja miała zostać przeprowadzona w Wigilię Bożego Narodzenia. Tylko trudne warunki pogodowe ją opóźniły. Tym razem to wenezuelski wywiad zawiódł na całej linii. Albo umyślnie zmylił dyktatora.

Czytaj więcej

Atak na Wenezuelę. Donald Trump przekracza Rubikon
Reklama
Reklama

W wywiadzie dla „Fox News” Trump powiedział, że oglądał na żywo moment schwytania w środku nocy śpiącego Maduro. Operację, która miała trwać ledwie 20 minut, przeprowadziła specjalna jednostka Delta. Dyktator został przewieziony na okręt Ivo Jima stojący w rejonie Wenezueli. Można było zobaczyć, jak skuty w kajdanki, z zakrytymi oczami i słuchawkami na uszach stoi w dresie.  

Nie da się w każdym razie wykluczyć, że w kręgu najbliższych współpracowników Maduro doszło do zdrady. Już wiele miesięcy temu Waszyngton podniósł okup za głowę wenezuelskiego przywódcy do 50 mln dol.. „New York Times” podał, że CIA miała informatora, który przekazywał jej na bieżąco, gdzie znajduje się Maduro.

Los samozwańczego prezydenta i jego żony Cilii Flores wydaje się teraz przesądzony. Zostali schwytani co do dnia 36 lat po podobnej operacji przeciw prezydentowi Panamy Manuelowi Noriedze, który właściwie do końca swoich dni pozostał za kratkami. Formalne zarzuty ciążące na Maduro są zresztą podobne. To kierowanie grupą terrorystyczno-przestępczą: narkotykowym gangiem Los Soles, który przerzucał używki do USA. Zapewne skończą się podobnym wyrokiem, co w przypadku Noriegi. 

Donald Trump zapewnia, że nie obawia się wysłania wojsk do Wenezueli

Z perspektywy sobotniej operacji zaczyna być jasne, po co pod pretekstem odebrania w Oslo Nagrody Nobla, Amerykanie kilka tygodni temu wyprowadzili Maríę Corinę Machado z Wenezueli. Teraz powinna ona wrócić do Caracas, aby objąć władzę. Latem 2024 r. to w jej imieniu wybory prezydenckie wygrał Edmundo González Urrutia (Machado nie pozwolono w nich startować). Machado wydała w sobotę oświadczenie, w którym zapowiedziała nową erę wolności dla Wenezueli. Wcześniej zapewniała, że po upadku Maduro doprowadzi wraz z amerykańskimi koncernami naftowymi do odbudowy wenezuelskiego sektora wydobywczego. Taką perspektywę roztoczył też sam Trump. 

Czytaj więcej

Wenezuela pójdzie w ślady Syrii? González Urrutia zapowiada rewolucję

Tyle że to będzie możliwe, tylko jeśli Amerykanie zaproponują wenezuelskim wojskowym możliwe do przyjęcia warunki współpracy. Inaczej Trump będzie musiał zdecydować się na to, czego zawsze chciał uniknąć: interwencję lądową w Wenezueli. Prezydent ostrzegł, że możliwa jest „druga, znacznie poważniejsza od pierwszej, operacja”. Zapewnił, że nie obawia się wysłania do Wenezueli amerykańskich żołnierzy. Wskazał, że wówczas administracją kraju mieli się zająć jego najbliżsi współpracownicy, w tym sekretarz stanu i wojny. Amerykanie zgromadzili wokół Wenezueli poważne siły morskie i lotnicze, w tym największy lotniskowiec kraju Gerald Ford. Łącznie 15 tys. żołnierzy. Potrzeba byłoby jednak o wiele znaczniejszych środków, aby opanować trzykrotnie większy od Polski kraj. Przeciwko takiej interwencji opowiada się jednak w sondażach zdecydowana większość Amerykanów. 

Reklama
Reklama
Sytuacja w rejonie Morza Karaibskiego (stan na 1 grudnia)

Sytuacja w rejonie Morza Karaibskiego (stan na 1 grudnia)

Foto: PAP

Na razie nawet bez Maduro junta zdaje się trzymać u władzy w Caracas. Minister obrony, generał Vladimir Padrino Lopez, uznał w sobotę, że Amerykanie dopuścili się „najbardziej ohydnej agresji wojskowej, jaką można sobie wyobrazić”. W podobnym tonie wypowiedział się minister spraw wewnętrznych Diosdado Cabello. Obaj należą do ścisłego kręgu otaczającego Maduro. Podobnie jak dyktator, zostali wyszkoleni przez Kubańczyków. Nie wygląda póki co na to, aby chcieli poddać się Amerykanom. Także chaos, na jaki liczył Waszyngton po obaleniu Maduro, nie był widoczny na ulicach Caracas. 

Przyszłość wenezuelskiej operacji zależy także w znacznym stopniu od wyniku rozgrywki w amerykańskiej administracji. Do zaangażowania USA parł sekretarz stanu Marco Rubio. Znacznie bardziej wstrzemięźliwy jest wiceprezydent J.D. Vance, zwolennik izolacjonistycznej polityki. 

Trump zdecydował się na operację bez zgody nie tylko Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale także amerykańskiego Kongresu. Ten ostatni nie został nawet uprzednio o niej poinformowany.

Konflikty zbrojne
Asz-Szara umacnia władzę w Syrii. Kosztem Kurdów
Konflikty zbrojne
Kremlowski „Generał Mróz” przeciwko Ukrainie. Moskwa walczy ciemnością i chłodem
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1425
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1424
Konflikty zbrojne
Rosja chce wyłączyć Ukrainie prąd z elektrowni jądrowych? Wywiad ostrzega
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama