Wojna w Ukrainie. Kreml potrzebuje żołnierzy, ale boi się mobilizacji

Władze próbują wszelkich dostępnych sposobów, by uzupełnić braki żołnierzy w armii i jednocześnie nie wywołać społecznych niepokojów.

Aktualizacja: 14.09.2023 06:02 Publikacja: 14.09.2023 03:00

W całej Rosji trwa kampania mająca zachęcić do podjęcia zawodowej służby wojskowej

W całej Rosji trwa kampania mająca zachęcić do podjęcia zawodowej służby wojskowej

Foto: AFP

– Codziennie 1000–1500 osób przychodzi, by podpisać kontrakty (na zawodową służbę wojskową – red.). To jest to, co wyróżnia rosyjski naród, rosyjskie społeczeństwo. Nie wiem, w jakim innym kraju byłoby to możliwe (…). Ludzie świadomie idą do służby wojskowej, wiedząc, że w końcu i tak trafią na front – zachwycał się prezydent Władimir Putin w trakcie Forum Ekonomicznego we Władywostoku.

Według niego od początku roku już około 270 tys. ludzi dobrowolnie podpisało kontrakty na służbę w armii. Rok temu zaś, podczas ogłoszonej przez prezydenta „częściowej mobilizacji”, powołano pod broń 300 tys. osób. Putin nie powiedział tego wprost, ale zasugerował, że przy takiej ilości ochotników nie będzie potrzebna kolejna mobilizacja.

Czytaj więcej

Rosja rejestruje więźniów w koloniach karnych pod kątem służby wojskowej

Ale eksperci wojskowi wskazują, że ten napływ ludzi do wojska – o dziwo – wcale nie zwiększył liczebności armii. A Rosjanie coraz intensywniej szykują się do uchylania się od służby.

Widmo mobilizacji nad Rosją

Widmo mobilizacji zawisło nad Rosją. Tym realniejsze, że formalnie zeszłoroczna „częściowa mobilizacja” nie została zakończona, Putin nie podpisał żadnego dekretu kończącego ją. – Co jest dla was ważniejsze: papierek czy słowo prezydenta? – pytał wtedy senator Andriej Kliszas, tłumacząc, że ponieważ prezydent powiedział, iż została zakończona, to nic już nie musi podpisywać.

„Pomyśl o miejscu, gdzie możesz pożyć trochę bez zameldowania. Na przykład u krewnych czy przyjaciół – ale tam, gdzie na pewno nie będą cię szukać. W ideale – w dużym mieście. (…) Zachowuj ostrożność. Nie otwieraj drzwi nieznajomym, udawaj, że nie ma cię w domu. Nie odbieraj telefonów z nieznanych numerów” – mimo coraz ściślejszej cenzury w rosyjskich sieciach społecznościowych pełno jest rad, jak nie dać się zabrać w kamasze.

Każdorazowo wywołują one burzliwe dyskusje. „Unikajcie dużych miast, bo tam jest dużo kamer monitoringu. Albo zakrywajcie twarz przechodząc koło nich lub korzystając z domofonów. Oni mają specjalne systemy rozpoznawania twarzy. Małe wioski też są niebezpieczne” – krzyżują się ostrzeżenia.

Czytaj więcej

Gdzie Rosja szuka żołnierzy na wojnę na Ukrainie?

Władze nie chcą wywoływać dodatkowego zaniepokojenia, nie wiedząc, do czego ono może doprowadzić. Czy tylko do masowego, ale biernego ukrywania się przed służbą w armii, czy może już do przejawów społecznego oporu.

Kreml nie chce ogłaszać mobilizacji przed wyborami prezydenckimi w Rosji

Jednak rzeczywistość na froncie jest bezlitosna.

– To nie jest wojna z karabinami w rękach, to jest wojna artyleryjska. Czy jesteś w okopie, czy na tyłach w sztabie bez przerwy sypią się na ciebie pociski. Wielu ludzi ginie wprost na twoich oczach. Ci, którzy nie umierają, otrzymują straszne rany – opowiadał dziennikarzom anonimowo rosyjski żołnierz z Tatarstanu.

– Z naszej strony ginie mnóstwo osób, ludzi nie starcza, będzie nowa mobilizacja. To nieuchronne. (…) Co ich powstrzymuje przed ogłoszeniem „drugiej fali mobilizacji”? Wszyscy rozumiemy, że przed wyborami nie chcą tego robić – wyjaśniał.

Chodzi o przyszłoroczne wybory prezydenta, które powinny odbyć się w marcu.

– Do końca roku nasza armia musi zebrać 400 tys. ludzi na kontrakty (…), żeby nie było żadnych więcej mobilizacji, do których w ogóle nie jesteśmy gotowi – tłumaczył z kolei generał deputowany Wiktor Sobolew z parlamentarnej komisji ds. obrony. Jego zdaniem 270–280 tys., o których mówiono obecnie (m.in. prezydent Putin, a wcześniej b. prezydent Dmitrij Miedwiediew), to zdecydowanie za mało.

Łapanka w rosyjskiej armii

Eksperci wojskowi sądzą jednak, że nawet te obecnie podawane dane to efekt kreatywnej księgowości wojskowych. – Kontrakty na zawodowców na przykład podpisywali ludzie usiłujący w ten sposób uniknąć mobilizacji. To jawny paradoks, ale chodzi o Wojska Rakietowe Przeznaczenia Strategicznego (obsługujące jądrową broń balistyczną – red.). Stamtąd na front przecież nie wyślą. Dlatego kto może, zaciąga się do nich – wyjaśnia ekspert Paweł Łuzin.

Jednocześnie każdego, kogo tylko można, rosyjska armia zmusza do podpisywania kontraktów. Przede wszystkim tych, którym takie umowy się kończyły – już od wiosny. Nikogo nie wypuszczono do cywila, wszystkich tak lub inaczej skłoniono do przedłużenia służby. Kolejną grupę stanowią zmobilizowani jesienią ubiegłego roku, ich też zmuszają do podpisywania umów. Teraz ze „zmobilizowanych” stali się „zawodowymi”. Więźniowie, których wcześniej werbowano do różnych oddziałów ochotniczych (głównie do Grupy Wagnera), też muszą obecnie podpisać kontrakt na służbę zawodową w regularnej armii.

Czytaj więcej

Wielbią Stalina: mężczyźni po 60., bez wyższego wykształcenia

W tej sytuacji najprawdopodobniej liczebność rosyjskiej armii wcale się nie zwiększa, bo „ochotnicy” (o których mówił prezydent Putin) i tak w niej służyli, a teraz zmienili jedynie swój status (i zwiększyli żołd). Jedynymi nowymi są prawdopodobnie imigranci z państw Azji Środkowej – ci z nich, którzy na swoje nieszczęście uzyskali rosyjskie obywatelstwo. Od początku lata są masowo wyłapywani i wysyłani do wojska.

Nie ma więc mowy o tworzeniu nowych jednostek wojskowych, zapowiadanych wcześniej przez Ministerstwo Obrony. Ale nie ma też rezerw, by uzupełnić straty w oddziałach na froncie.

– Popatrzymy na jesienny pobór do wojska (odbywający się niezależnie od zeszłorocznej, „częściowej mobilizacji” – red.). Jeśli liczby poborowych nie zwiększą w przybliżeniu do 250 tys., będzie to oznaczało, że kolejna fala mobilizacji jest prawie nieunikniona – podsumowuje Łuzin.

– Codziennie 1000–1500 osób przychodzi, by podpisać kontrakty (na zawodową służbę wojskową – red.). To jest to, co wyróżnia rosyjski naród, rosyjskie społeczeństwo. Nie wiem, w jakim innym kraju byłoby to możliwe (…). Ludzie świadomie idą do służby wojskowej, wiedząc, że w końcu i tak trafią na front – zachwycał się prezydent Władimir Putin w trakcie Forum Ekonomicznego we Władywostoku.

Według niego od początku roku już około 270 tys. ludzi dobrowolnie podpisało kontrakty na służbę w armii. Rok temu zaś, podczas ogłoszonej przez prezydenta „częściowej mobilizacji”, powołano pod broń 300 tys. osób. Putin nie powiedział tego wprost, ale zasugerował, że przy takiej ilości ochotników nie będzie potrzebna kolejna mobilizacja.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 876
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Konflikty zbrojne
Klęska wojny pozycyjnej na Ukrainie. Przyczółek nad Dnieprem ewakuowany
Konflikty zbrojne
Niewyjaśniona zbrodnia. 10 lat temu Rosjanie zestrzelili pasażerskiego boeinga
Konflikty zbrojne
Dmitrij Miedwiediew wieszczy "koniec Ukrainy". ISW: Przygotowuje na 10 lat wojny
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 875