Reklama

Kolejowi partyzanci z Białorusi stracili wolność, ale spowolnili Putina

Dokonując sabotażu na kolei, zakłócili atak Rosjan na Kijów. Sąd Łukaszenki wydaje na nich drakońskie wyroki.
Rosyjski transport wojskowy na Białorusi

Rosyjski transport wojskowy na Białorusi

Foto: mil.ru

Dzianis Dzikun został skazany na 23 lata pozbawienia wolności, które ma spędzić w kolonii karnej o wzmożonym rygorze. Aleh Malczanau ma trafić do łagru na 21 lat, a Dzmitry Rawicz został skazany na 22 lata więzienia. Oskarżono ich m.in. o terroryzm i zdradę państwa.

Są przyjaciółmi, wszyscy mają małoletnie dzieci. Mieszkali w Swietłahorsku (obwód homelski na południowym wschodzie kraju), gdy 24 lutego zaczęła się rosyjska agresja na Ukrainę. Cztery dni później, gdy Rosjanie byli już pod Kijowem, podpalili szafkę sterowniczą na stacji kolejowej Żerdź. W konsekwencji ich działań przestały działać światła sygnalizatorów oraz zwrotnice na jednym z odcinków kolei Żłobin-Kalinkowicze, która łączy Białoruś z Ukrainą. Wszystkich zatrzymano na początku marca. Po co to zrobili? – Chcieli jakkolwiek pomóc Ukrainie, powstrzymać ten sprzęt, by nie pojechał dalej – komentował brat jednego ze swietłahorskich „partyzantów”, cytowany przez białoruską redakcję Radia Swaboda.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama