Pociski spadły na dwa lotniska rosyjskiego lotnictwa strategicznego, używanego obecnie do atakowania Ukrainy, ale przeznaczonego do wykonywania uderzeń bronią atomową na odległość tysięcy kilometrów: w Europie i USA. Jeden z trzech najpilniej strzeżonych elementów rosyjskiej armii (poza wyrzutniami pocisków międzykontynentalnych i atomowymi okrętami podwodnymi) okazał się bezbronny.

Przy czym do końca nie jest jasne, czym Ukraińcy trafili te lotniska: czy był to atak grup dywersyjnych, uderzenie starych sowieckich jeszcze dronów czy może atak świeżo skonstruowanych pocisków dalekiego zasięgu.

Jaki odwet

Na pewno jednak w zasięgu ukraińskiego ataku znalazła się obecnie Moskwa, co stawia prezydenta Putina w bardzo niekorzystnym położeniu. Środowiska imperialne już domagają się eskalacji wojny.

Czytaj więcej

Czy zaczął się nowy etap wojny? Kijów oficjalnie nie potwierdza ataku na rosyjskie lotniska

Potwierdzając powagę sytuacji, po raz trzeci w ciągu trzech tygodni zwołał on kremlowską Radę Bezpieczeństwa.

Ważniejsze jednak niż potencjalne zagrożenie stolicy jest to, że zgodnie z rosyjską doktryną wojny atomowej atak na lotniska bombowców strategicznych to jeden z czterech powodów ewentualnego odwetowego ataku jądrowego. Kreml może użyć tej broni, gdy „przeciwnik oddziałuje na krytycznie ważne państwowe lub wojskowe obiekty Rosji, których uszkodzenie doprowadzi do uniemożliwienia działania sił jądrowych” – zapisano w dokumencie.

Czytaj więcej

Gen. Różański: Ukraina zakończyła badania nad dronem kamikadze, który może dolecieć do Moskwy

Rosja posiada trzy lotniska bombowców strategicznych, z których dwa właśnie zostały zaatakowane. Nieznane są straty zadane przez Ukraińców. Rosjanie przyznają się tylko do trzech zabitych żołnierzy i dwóch uszkodzonych samolotów.

Bez samolotów

Ale to te bombowce stanowią obecnie podstawową siłę uderzeniową rosyjskiego lotnictwa w atakach na Ukrainę. Przy czym eksperci zauważyli, że poniedziałkowy atak był najsłabszym z dotychczasowych. Poza wzmocnieniem ukraińskiej obrony przeciwlotniczej (również przez ostatnie dostawy z USA) przyczyniło się do tego zmniejszenie liczby atakujących samolotów.

Niezależnie od decyzji, jakie podejmie Kreml, już został on straszliwie ośmieszony przez ukraińskich żołnierzy. Jeśli lotniska zostały rzeczywiście trafione dronami (a nie uszkodzone przez dywersantów, co podejrzewa część ekspertów), to maszyny musiały przelecieć kilkaset kilometrów nad terytorium Rosji, niezaczepiane przez rosyjską obronę przeciwlotniczą.