Naszą krwią, naszą duszą będziemy cię bronić, Baszarze – takim okrzykom syryjskich żołnierzy towarzyszyły rosyjskie flagi z literą Z, używaną przez agresora na Ukrainie. Nie wiadomo, gdzie filmik o takiej treści powstał, ale nie ma wątpliwości, że jest to dzieło rosyjskiej propagandy. Pojawił się po tym, jak prezydent Putin, odpowiadając na sugestie swego ministra obrony, dał zielone światło dla zaangażowania syryjskich najemników w wojnie w Ukrainie.

– Zdobyliśmy na Ukraińcach stingery i javeliny, a także inną broń i dobrze byłoby ją przekazać do dyspozycji sił w Donbasie – mówił na transmitowanej przez rosyjską telewizję naradzie minister Siergiej Szojgu.

– Jeśli są tacy ludzie, którzy gotowi byliby z własnej woli, nie dla pieniędzy, przyjść z pomocą ludziom mieszkającym w Donbasie, to musimy dać im to, czego chcą, i pomóc im dostać się do stref konfliktu – odpowiedział Putin.

Czytaj więcej

Rosjanie i wojna. Mimo blokady informacyjnej codziennie protestują tysiące

Nie wiadomo, czy najemnicy już do Donbasu dotarli, ale jest jasne, że nie będą walczyć za darmo. Jak twierdzi brytyjski „Guardian”, w Damaszku trwa już rekrutacja chętnych na rosyjską wojnę. Mają otrzymywać 3 tys. dol. miesięcznego żołdu. – To majątek w porównaniu z 50 dol. miesięcznego żołdu w Syrii. Można sobie wyobrazić, że znajdzie się spora rzesza chętnych nie tylko z Syrii, ale i innych państw regionu – mówi „Rzeczpospolitej” Nadim Shehadi, analityk z Bejrutu. Zwraca uwagę, że najemnicy z Bliskiego Wschodu mają duże doświadczenie bojowe, na Ukrainie mogliby się przydać. Moskwa liczy na 16 tys. takich ludzi.

W mediach niemieckich pojawiają się przypuszczenia, że najemnicy mieliby zostać przeznaczeni do „brudnej roboty”, czyli pacyfikacji obszarów Ukrainy znajdujących się już pod rosyjską kontrolą. Cały pomysł jest swego rodzaju odpowiedzią Kremla na powstające na Ukrainie siły ochotników z wielu krajów walczących przeciwko armii rosyjskiej.

Nie ulega wątpliwości, że organizując korpus najemników, Asad spłaca dług Putinowi za nieocenioną pomoc w wojnie domowej. Bez rosyjskich dostaw broni, a zwłaszcza pomocy w bombardowaniu pozycji antyrządowych bojowników, nie byłby w stanie utrzymać się przy władzy.

Czytaj więcej

Media: Francja dostarczała Rosji broń do 2020 roku. Rząd: Nie naruszono sankcji

Rosyjskie lotnictwo potrzebowało kilku miesięcy, począwszy od września 2015 roku, aby zrównać z ziemią broniące się przez lata wschodnie Aleppo. Bank Światowy ocenia, że w rosyjskie bomby spowodowały straty materialne sięgające 8 mld dol. Zginęło 1700 mieszkańców, w tym ponad 200 dzieci. To ostrożne dane z niezależnych źródeł. Ogromne zniszczenia dotknęły także Hamę i bombardowany nadal Idlib. Były to swego rodzaju rosyjskie poligony przed agresją na Ukrainę. To samo dzieje się obecnie w Mariupolu oraz innych ukraińskich miastach. Podobnie jak w Syrii, tak obecnie w Ukrainie Zachód nie reaguje na wezwania zamknięcia przestrzeni powietrznej. Z tej samej przyczyny – uniknięcia bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Dla reżimu z Damaszku wsparcie udzielane dzisiaj Putinowi jest bardzo ryzykowną grą.

Iran, drugi z sojuszników Asada, od samego początku syryjskiej wojny nie jest zadowolony z rosyjskich prób blokowania porozumienia atomowego z Zachodem. Jego zawarcie byłoby równoznaczne ze zniesieniem amerykańskich sankcji wobec Iranu, co otwarłoby międzynarodowe rynki dla irańskiej ropy. Nie jest to w interesie Moskwy. Z drugiej strony zaangażowanie się Damaszku w wojnę w Ukrainie grozi sankcjami dla państw arabskich współpracujących z Syrią. Nie przyczyni się do poprawy sytuacji w kraju, w którym dwie trzecie ludności żyje na granicy nędzy.