Zaproszenie do Białego Domu przyszło tuż po wycofaniu się PiS z najbardziej szkodliwych zapisów nowelizacji ustawy o IPN, które wywołały chyba najpoważniejszy kryzys w polskich relacjach międzynarodowych po 1989 roku. Wizyta głowy polskiego państwa u prezydenta USA to zatem sygnał, że udało się reanimować relacje z Waszyngtonem, że Polska przestaje być dla Amerykanów wyłącznie problemem, a znów zaczyna być partnerem. Partnerem znacznie słabszym, ale strategicznie ważnym w tej części świata.

Czytaj także:

Andrzej Duda szuka sukcesu w USA

Kwaśniewski: Trump nie lubi Unii Europejskiej

Długie rozmowy o armii USA w Polsce

Dobrze też, że głównym tematem rozmów obu prezydentów będzie bezpieczeństwo – zarówno to militarne, jak i energetyczne. Kupno amerykańskich rakiet oraz współpraca naszych krajów przy eksporcie gazu z USA nie tylko leżą w interesie ekonomicznym Polski, ale również zapewniają większe bezpieczeństwo naszego kraju. Dobre relacje wzajemne są też potrzebne w sytuacji, w której Polska zabiega o jeszcze większą obecność wojsk amerykańskich na naszym terytorium, czyli rodzaju polisy ubezpieczeniowej.

Ale wizyta to też dobra wiadomość dla samego Andrzeja Dudy, który znalazł się na zakręcie swej prezydentury. Z polityka, który miał ambicję budowania umiarkowanego skrzydła polskiej prawicy, powoli zmienia się w zagończyka, którego ponoszą wiecowe emocje. Jego wypowiedzi z zeszłego tygodnia o Unii Europejskiej jako wyimaginowanej wspólnocie, z której nic nie wynika i która powinna dać nam spokój, tylko wzmacniają jego wizerunek eurosceptyka, który ma w nosie Unię Europejską, z zachwytem zaś patrzy za ocean na znienawidzonego przez lewicę i liberałów Donalda Trumpa. Zresztą szefowa francuskiej skrajnej, antyeuropejskiej, antyimigranckiej i antyglobalistycznej prawicy Marine Le Pen oddała PiS niedźwiedzią przysługę, wymieniając Polskę wśród krajów, które już wcielają w życie idee Zjednoczenia Narodowego (dawniej Frontu Narodowego).

I tu tkwi największe ryzyko wtorkowych rozmów delegacji polskiej i amerykańskiej. USA są dla Polski niezwykle ważne, ale nie zastąpią nam współpracy z europejskimi partnerami. Wbrew antyeuropejskim obsesjom części prawicy to Niemcy i inne kraje UE są znacznie ważniejsze dla funkcjonowania naszej gospodarki, a nawet naszego życia codziennego. Krytycznie wypowiadający się o zachodniej Europie Trump z pewnością byłby zachwycony, gdyby Duda również w Waszyngtonie krytykował Niemcy, Francję czy Brukselę. Polski prezydent powinien jednak mieć świadomość, że to diabelska pokusa i potężna pułapka. Możemy bowiem lewarować naszą pozycję w UE dobrymi relacjami z USA. Jednak wejście w antybrukselski sojusz z Trumpem byłoby dla Polski wielkim niebezpieczeństwem. Rosja będzie się trzymać daleko od naszych spraw tylko wtedy, gdy będziemy silni siłą sojuszu z USA i członkostwa w UE.