Reklama

Szułdrzyński: To nie koniec republiki banasiowej

Nie wystarczy wydać 80 mld złotych na – skądinąd potrzebne – transfery socjalne, by móc powiedzieć, że naprawiło się państwo. Po czterech latach okazuje się, że „państwo teoretyczne” to nie była diagnoza, ale program, który chciał zrealizować PiS.
Szułdrzyński: To nie koniec republiki banasiowej

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Są takie chwile w polityce, że nawet Jarosław Kaczyński lubi się pobawić w szeryfa. We czwartek wieczorem rzeczniczka PiS ogłosiła, że po spotkaniu z prezesem NIK Marianem Banasiem, prezes PiS wyraził oczekiwanie, że ten poda się do dymisji. Publiczne ogłoszenie oczekiwania dymisji to poważny polityczny sygnał. Bo to nie pierwszy raz, gdy PiS oczekuje od Banasia odejścia ze stanowiska. Nie udało mu się zapewne wybronić z wątpliwości co do jego majątku, które znalazły się w raporcie, który przygotowała CBA. Tyle tylko, że dotąd PiS nie był wstanie nic zrobić, ponieważ prawo gwarantuje prezesowi NIK niezależność, a zatem nieodwoływalność. A podanie do publicznej wiadomości informacji, że Kaczyński domaga się dymisji Banasia, to element nacisku na szefa NIK. By zakończył sam historię, która zaczęła się w sierpniu, gdy Sejm powołał go na to stanowisko.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama