W poniedziałek wieczorem, po spotkaniu prezydent-premier, zdawało się, że obie strony doszły do porozumienia: rządowy samolot, po zawiezieniu Donalda Tuska, powróci do Warszawy po Lecha Kaczyńskiego. Teraz można się zastanawiać, czy już wtedy szef rządu nie zdecydował się na przechytrzenie rywala.
Sytuacja, w której Donald Tusk, by wygrać tak stosunkowo mało ważny spór, używa tak agresywnych metod, budzi zaniepokojenie. Że takie działania usprawiedliwia marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Że minister Tomasz Arabski angażuje się w polityczne awanturnictwo.