Trzy tygodnie przed obchodami wciąż nie wiemy, kto – oprócz liderów państw Grupy Wyszehradzkiej – zawita nad Wisłę, nieważne, do Krakowa czy Gdańska.

Chcę wierzyć, że trwają starania o przyjazd kanclerz Niemiec Angeli Merkel czy prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego. Na razie jednak o żadnych potwierdzeniach ich wizyt nie słychać. Na dodatek, jak na złość, w pierwszych dniach czerwca po Europie podróżować będzie prezydent USA Barack Obama.

Niemiecka prasa pisze, że 5 czerwca ma on odwiedzić obóz w Buchenwaldzie koło Weimaru, a 6 czerwca – uświetnić obchody 65. rocznicy lądowania wojsk alianckich w Normandii. Co zrobiono, aby zaprosić go do Gdańska?

Przy okazji na jaw wyszedł jeszcze jeden fakt. Demonstracje niełaski premiera wobec IPN doprowadziły do wypchnięcia instytutu z organizacji obchodów 4 czerwca.

Organizację przejęli więc minister kultury Bogdan Zdrojewski i Europejskie Centrum Solidarności ojca Macieja Zięby. Jak dotąd nie zaskoczyli nas jednak interesującym programem. Australijska gwiazda Kylie Minogue, jeśli już kojarzy się z jakąś tradycją wolnościową, to raczej ze swobodą obyczajową niż z obalaniem totalitaryzmu.

Można zatem odnieść wrażenie, że związkowcy ze Stoczni Gdańskiej stali się wygodnym kozłem ofiarnym. To na nich bowiem spada odium niedopracowanej imprezy.

Premierowi łatwo przychodzi oskarżanie "Solidarności" o skompromitowanie Polski. O wiele mniej wygodnie jest mu się rozliczać z winnymi chaosu w przygotowywaniu tak ważnej rocznicy.

[ramka][link=http://blog.rp.pl/semka/2009/05/12/chaos-w-rzadzie-gorszy-niz-zadymy/]Skomentuj[/link][/ramka]