Należy odnotować ten fakt z satysfakcją. Krytykując niedawno na łamach "Rz" Prawo i Sprawiedliwość za inicjatywę wspólnej demonstracji z NOP, napisałem, że "świętej pamięci prezydent Lech Kaczyński nie ścierpiałby tego. Jego wyczulenie na wszelkie przejawy szowinizmu było powszechnie znane".

Przypomniałem też, że "działacze PiS krytykują - słusznie - Platformę Obywatelską za sejmikową koalicję z Ruchem Autonomii Śląska, koalicję która wyprowadziła separatystów z marginesu i wzmocniła ich. Sprawa wrocławska nie jest analogiczna pod względem skali ani znaczenia. Ale jest niestety krokiem w podobnym kierunku. Jeśli krytykuje się PO za RAŚ, to trzeba też skrytykować PiS za NOP".

I konkludowałem, że "niedawno, po nieszczęśliwej południowoamerykańskiej wyprawie grupy polityków PiS, Jarosław Kaczyński potrafił zachować się godnie i ostro. Uniemożliwił tym samym próby utożsamienia antysemityzmu pewnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości z głównym nurtem tej partii. Należy mieć nadzieję, że teraz zachowa się podobnie".

Dziś z zadowoleniem mogę stwierdzić, że tak się stało. Nie mam manii wielkości i wiem, że nie było to efektem mojego komentarza. Ale decyzja Prawa i Sprawiedliwości oznacza, że to ugrupowanie nie chce całkiem zamykać się na wrażliwość inną niż ta, którą znamy z okolic namiotu na Krakowskim Przedmieściu.

To dobrze dla tej partii. To dobrze również dla Polski. Bo dobre dla Polski jest wszystko, co nie zaostrza chorobliwych, dzielących społeczeństwo podziałów. I wszystko co przypomina, że pomiędzy na co dzień radykalnie odmiennie myślącymi środowiskami  kiedyś były całkiem szerokie mosty porozumienia.

Mosty, które kiedyś, być może - przepraszam za inteligenckie pięknoduchostwa, nienawistne politycznym kibolom obu stron - będzie można odbudować.