Reklama

Kim bawi się międzykontynentalnymi zapałkami

Dyktator Kim żyje w umysłach ludzi cywilizowanego świata dzięki temu, że raz na parę tygodni grozi, iż odpali jakąś rakietę. Czyli, że nie przemieszczając się z twierdzy w Pjongjangu, wymorduje masę Bogu ducha winnych ludzi, żyjących setki czy tysiące kilometrów od niej.
Jerzy Haszczyński

Jerzy Haszczyński

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Tym razem poranną kawę Europejczykom zakłóciła (a Amerykanom zaraz zakłóci) groźba ataku na Stany Zjednoczone - np. na Hawaje. W zasięgu rakiet północnokoreańskich są, jak wynika z wykresów sporządzonych przez zachodnich ekspertów, nie tylko wyspy, ale i amerykański ląd - kawał Alaski. Czyli właściwie podstawy do lęku są.

I o ten lęk chodzi Kimowi obecnemu, wielbicielowi amerykańskiej koszykówki, podobnie jak chodziło Kimom poprzednim. Przy okazji dyktatura może czasem coś ugrać od bogatych sąsiadów lub od Zachodu. Przede wszystkim zaś strasząc innych rakietami czy atomem, stosując wciąż konwencję wojenną, osiąga najważniejszy cel - zachowuje status quo. Inni się boją o siebie, a nie zastanawiają, jak ulżyć poddanym Kima, najbardziej gnębionemu dziś narodowi planety. A wielu poddanych żyje zapewne w przekonaniu, że wokół Korei Północnej jest mnóstwo wrogów, skoro trzeba w ich kierunku celować rakiety.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama