Przypomnijmy sekwencję zdarzeń w tej sprawie. Polecamy ją wykładowcom i studentom prawa. To popis tego jak rządzący nie powinni zachowywać się wobec obywateli.

Styczeń 2009 r. W życie wchodzi przepis stanowiący: nie jest konieczne zwolnienie z pracy jeśli chcesz emeryturę z ZUS.

Wrzesień 2009 r. Ministerstwo pracy zmienia zdanie. Zapowiada: przywrócimy nakaz rozwiązywania umowy o pracę.

18 września w reakcji na tekst w DGP minister pracz Jolanta Fedak oświadcza: „Nie należy ograniczać emerytom możliwości pracy i zarobkowania tylko dlatego, że są emerytami. Nie planuję żadnych zmian".

Wrzesień 2010 r. Mimo taj deklaracji resort pracy przygotowuje nowelę zakazującą łączenie pracy i świadczenia. Sejm uchwala ją w grudniu 2010 r.

23 grudnia ustawę podpisuje prezydent.

28 grudnia Bronisław Komorowski mówi: „Wystąpię z inicjatywą, która ma ponownie umożliwić łączenie emerytury z etatem".

12 stycznia 2011 r. prezydent się z tego wycofuje, wskazując że przygotuje jedynie techniczne rozwiązanie dające prawo do przeliczenia świadczeń z wyższą tzw. kwotą bazową.

1 październik 2011 tysiące emerytów traci prawo do świadczeń, bo nie zrezygnowali z pracy.

13 listopada 2012 Trybunał Konstytucyjny uznaje, że ustawa jest niezgodna z prawem. Mówi o zaufaniu obywateli do państwa.

22 listopad wyrok TK wchodzi w życie i emeryci odzyskują zawieszone świadczenia, ale wciąż nie odzyskują emerytur wcześniej bezprawnie zawieszonych.

Dzisiaj. Wciąż nie ma ustawy, która oddaje im niesłusznie zabrane emerytury. Biorąc pod uwagę, że to ludzie leciwi, mogą nie doczekać zwrotu. Muszą też – państwo traktuje ich tu z pogardą - ubiegać się o własne pieniądze w sądzie.

To gotowy pozew przeciw władzy. Przeciw jej arogancji. Czy ktoś tam w Alejach Ujazdowskich czy na ul. Wiejskiej wreszcie się obudzi?