Za młodu, w okolicach roku 1968, uwiódł go marksizm i leninizm. Potem przerodził się w wybitnego kapitalistę, stanął na czele wielkiego koncernu. Zarabiał ponad 700 razy więcej niż jego najgorzej opłacany podwładny. Gdy opuszczał firmę, wyciągnął rękę po odprawę o równowartości ćwierć miliarda złotych.
Oburzyło to nie tylko lewicowych polityków w jego jak najbardziej kapitalistycznej ojczyźnie. A może bardziej przeraziło, bo uznali, że społeczeństwo tego nie zniesie i odłoży liberalną demokrację do lamusa. I supermenedżer zrezygnował z odprawy.