Była wśród nas rosyjska Żydówka z Briańska, sympatyczna kobieta po sześćdziesiątce, która po raz pierwszy wyjechała na Zachód. Gdy po wizycie w supernowoczesnej fabryce spacerowaliśmy po wypielęgnowanym parku, nagle nie wytrzymała i powiedziała mi: – Jakże to tak, my wygraliśmy wojnę, a oni mają tak dobrze!
Też mnie to zadziwia. Nie chodzi zresztą tylko o wspaniałe fabryki i wypielęgnowane parki, bardziej o to, jak świetnie udało się Niemcom pozbyć wizerunku kraju, który wywołał wielką wojnę. Nie przypominam sobie, żeby uczestnicy tamtego seminarium, wdzięczni gospodarzom, zadawali im jakieś kłopotliwe pytania dotyczące Trzeciej Rzeszy. A było o co. Odbywało się ono bowiem w Stuttgarcie, mieście, z którego pochodzą sławne koncerny przynoszące miliardowe zyski i zapewniające Niemcom ogólnoświatowy prestiż.