Decyzję Państwowej Komisji Wyborczej o odroczeniu obrad do „czasu systemowego uregulowania przez konstytucyjne władze statusu prawnego Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego” uważam za kardynalny błąd i ucieczkę przed odpowiedzialnością. Było to zresztą dla polityków, którzy współtworzą PKW, najłatwiejsze. Nie podejmować decyzji, która jednym mogła się spodobać, innym nie.
Niestety, brak odwagi członków PKW może się przełożyć na kolosalne komplikacje w polskiej demokracji, bo skoro nie ustosunkowano się do formalnej decyzji IKNiSP SN w kwestii subwencji dla PiS, dlaczego mielibyśmy oczekiwać od PKW innego zachowania w sprawie uznania/nieuznania innych decyzji IKNiSP SN? Na przykład w sprawie legalności wyborów prezydenckich? Czy w tej konkretnej sprawie PKW zdecyduje się procedować tylko wtedy, gdy dla jej członków wybór będzie satysfakcjonujący, a gdy nie będzie PKW, znów odroczy obrady? I co znaczy „systemowe uregulowanie przez konstytucyjne władze statusu prawnego” kwestionowanej izby, skoro wiadomo, że warunkiem skutecznego domknięcia procesu regulowania (procesu legislacyjnego) musi być podpis prezydenta lub jego weto. A jeśli podważy się legalność jego wyboru, to finał „regulowania” może znów stać się kwestią otwartą?