Viktor Orbán musiał w ostatnich godzinach kalkulować, co mu się bardziej opłaca. Pozostać najwierniejszym sojusznikiem Władimira Putina w Europie za cenę zepchnięcia swojego kraju na margines Unii czy jednak raz jeszcze podporządkować się Wspólnocie. Doszedł do wniosku, że Bruksela da mu więcej niż Moskwa. Na razie.
Czytaj więcej
Przywódcy państw UE porozumieli się w sprawie pomocy finansowej dla Ukrainy - poinformował przewodniczący Rady Europejskiej, Charles Michel.
Jak Bruksela postawiła Viktora Orbána pod ścianą
Tak, jak Kreml po dwóch latach wojny na Ukrainie musi być zaskoczony, że wciąż trzy czwarte mieszkańców Unii Europejskiej opowiada się za pomocą dla Kijowa, tak na węgierskim premierze musiało zrobić wrażenie, jak daleko jest gotowa sięgnąć Wspólnota, aby przełamać jego weto. Na początku tygodnia „Financial Times” wspominał o planie „rzucenia na kolana” gospodarki Węgier.
W unijnej centrali mówiono także o „ostatecznym” pozbawieniu Budapesztu pomocy unijnej, dopóki nie zawróci z drogi budowy autorytarnego państwa. Wspominano o nadaniu nowego impulsu procedurze z art. 7 traktatu o UE tak, aby Węgry straciły prawo głosu w Radzie UE. Bez pieniędzy i wpływu na decyzje w Brukseli kraj de facto znalazłby się poza Unią, wywołując panikę inwestorów i rynków finansowych. A to mogło zachwiać władzą samego Viktora Orbána. Nawet jeśli zbudował on system kontroli państwa i korupcji, który na razie właściwie uniemożliwia zwycięstwo opozycji.
Dlaczego doświadczenie z Orbánem pcha nawet Polskę ku federalizacji Unii
Taki scenariusz okazał się możliwy przede wszystkim dzięki zwycięstwu prounijnej koalicji w Polsce 15 października. Viktor Orbán z tego powodu pozostał w Unii sam. Premier Słowacji Robert Fico, polityk niepomiernie mniej wpływowy od przywódcy Polski, nie chciał się tak twardo zaangażować po stronie Budapesztu, jak to robił Jarosław Kaczyński. Podobnie jak szefowa włoskiego rządu Giorgia Meloni, której mocno zadłużony kraj jest zależny od woli Europejskiego Banku Centralnego.
Od Cypru po Grecję Rosja zachowuje przecież istotne wpływy w wielu innych krajach Unii. Nie można ryzykować, że kiedyś będzie mogła ich użyć
To wszystko może się jednak zmienić, jeśli Viktor Orbán znów zyska wpływowego sojusznika, choćby w osobie Holendra Geerta Wildersa czy Marine Le Pen, która szykuje się do przejęcia Pałacu Elizejskiego za trzy lata. Dlatego ostatnie doświadczenie z Orbánem pcha nawet takie kraje jak Polska ku zniesieniu prawa weta w sprawach zagranicznych w Radzie UE. Od Cypru po Grecję Rosja zachowuje przecież istotne wpływy. Nie można ryzykować, że kiedyś będzie mogła ich użyć.
Czas tolerancji dla Viktora Orbána się kończy
Można też się liczyć z dalszym wzmocnieniem kompetencji Brukseli w wymuszeniu przestrzegania reguł państwa prawa. Właśnie w czwartek, kiedy Viktor Orbán poszedł na ustępstwa w Brukseli, wprowadził on w Budapeszcie nowe reguły, które pozwalają mu ograniczyć wpływy tzw. zagranicznych agentów. Czyli wszystkich, którzy chcą jeszcze myśleć niezależnie.
Unia na czele z Angelą Merkel przez lata tolerowała gwałcenie przez Orbána reguł demokracji. Dziś i to się w Brukseli kończy. Inaczej Unia albo stanie przed groźbą wewnętrznego rozpadu, albo stworzy warunki do dalszych podbojów przez rosyjski faszyzm.