Czytaj więcej

Wybory 2023. Znamy ostateczny podział mandatów w Sejmie

26 mandatów to na pewno nie szczyt marzeń Lewicy. Włodzimierz Czarzasty oczywiście może robić dobrą minę do złej gry i powtarzać bon moty o sukcesie całej opozycji. W końcu najważniejsze – mówi – że lewica wraca po 18 latach do rządu. Ale sam Czarzasty w swoim okręgu został przeskoczony przez młodego działacza z ostatniego miejsca, Łukasza Litewkę. To się oczywiście zdarza. Ale nie liderom formacji i nie prawie dwukrotnie większą liczbą głosów.

Czytaj więcej

Marcin Giełzak: Czy świetna mowa na Marszu Miliona Serc wywoła „efekt Czarzastego”?

Lewica traci mandaty, a Razem poprawia swój wynik z poprzednich wyborów

W poprzedniej kadencji Lewica miała 49 mandatów. W tej będzie mieć 26. Złośliwi żartują, że tamta kadencja to Litewka, ta to Czarzasty – różnica podobna. Oczywiście Konfederacja będzie mieć jeszcze mniej – 18. Ale ona względem poprzedniego Sejmu zyskała siedmiu nowych posłów. Do tego ma tylko dwóch liderów, a Lewica aż czterech, co daje jej tylko 6,5 mandatu na głowę lidera – nie najwięcej.

Ale gdy dwóm przywódcom Nowej Lewicy, powstałej z połączenia Wiosny Roberta Biedronia i SLD Włodzimierza Czarzastego, nie pozostaje nic innego, jak tylko topić smutki po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów, to Magdalena Biejat i Adrian Zandberg, współprzewodniczący Lewicy Razem, mogą dziś otwierać szampany. Oni powiększyli swój stan sejmowego posiadania z sześciu mandatów w poprzedniej kadencji do siedmiu w tej. Do tego zyskali swoje pierwsze senatorki – i to od razu dwie. 

Sześć na 49 mandatów całego komitetu nie dawało Razem dużej siły w klubie parlamentarnym. Co innego siedem mandatów na 26 w tej kadencji

Do Sejmu z Razem weszli: Adrian Zandberg, Dorota Olko, Joanna Wicha, Daria Gosek-Popiołek, Paulina Matysiak, Marcelina Zawisza i Maciej Konieczny. A w Senacie pracować będą Magdalena Biejat i Anna Górska. Przy czym o rewelacyjnym wyniku Gosek-Popiołek w podobno konserwatywnym Krakowie (druga na liście) powstaną pewnie jakieś socjologiczne opracowania. 

Włodzimierz Czarzasty ma poważniejsze zmartwienia niż własny wynik w Sosnowcu

W poprzedniej kadencji sześć na 49 mandatów całego komitetu nie dawało Razem dużej siły w klubie parlamentarnym. Co innego siedem mandatów na 26 w tej kadencji. A jeśli dodać do tego, że tzw. razemki są bardziej zdeterminowane i stanowią dużo większy monolit niż pozostałe środowiska na lewicy, to łatwo zrozumieć, że Włodzimierz Czarzasty naprawdę ma poważniejsze zmartwienia niż tylko własny wynik w Sosnowcu.

Czytaj więcej

Krzysztof Janik: Lewica, ale jaka

Pierwsze refleksje są takie, że młodzi, mocno lewicowi wyborcy byli bardziej zmobilizowani i szukali na listach konkretnych nazwisk działaczy partii Razem. Uprawiali tzw. turystykę wyborczą, czyli organizowali grupowe lub indywidualne wyjazdy do okręgów, gdzie działacze Razem mieli szansę powalczyć o mandat. Słowem, robili wszystko, by do parlamentu zamiast postkomunistów i tzw. libków (działaczy bardziej liberalnych niż prospołecznych) dostali się prawdziwi socjaliści. I takim zaangażowaniem rzeczywiście mogą zmienić Lewicę od środka.

Marcin Giełzak, lewicowy publicysta znany z niechęci do postkomunistów, nawet napisał na portalu X: „dokonała się w Polsce spontaniczna i oddolna dekomunizacja. To, co zaczęło się 4 czerwca 1989 roku przy urnach wyborczych, przy urnach wczoraj się dopełniło”. To pewnie dobra wiadomość dla lewicy jako takiej. Gorsza dla starego SLD.