Gdy miesiąc temu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński zakończył wizytę w Polsce, wśród części opinii publicznej dał się usłyszeć głos zawodu: Nie przeprosił za Wołyń. Taka dobra była do tego
okazja, a tego nie zrobił.
Mój redakcyjny kolega Jerzy Haszczyński, napisał
wówczas, że w czasie, gdy Rosja atakuję Ukrainę, nie powinniśmy zmuszać Kijowa
do rozliczenia tej sprawy, bo teraz najważniejsze jest zwycięstwo na froncie.
Ale elity w Kijowie powinny zrobić to same, bo – jak argumentował Haszczyński
– „Trudno pogodzić odsyłanie Putina do Hagi z jednoczesnym wychwalaniem
Bandery. Trudno domagać się nazywania zbombardowania przez Rosjan budynku
pełnego ukraińskich cywilów ludobójstwem, jednocześnie zaprzeczając, że rzeź
dziesiątek tysięcy polskich cywilów żadnym ludobójstwem nie była”.