Tacy ludzie są potrzebni w debacie, bo robi się ona ciekawsza, a racje stają się wyostrzone. Gorzej, jeśli harcownik mówi to, czego partia powiedzieć nie chciała. Tak jak Radosław Sikorski.

W Radiu Zet były minister spraw zagranicznych odniósł się, sprowokowany pytaniem Bogdana Rymanowskiego, do teorii o tym, że rząd PiS rozważał rozbiór Ukrainy wspólnie z Rosją.

– Myślę, że miał moment zawahania w pierwszych 10 dniach wojny, gdy wszyscy nie wiedzieliśmy, jak ona pójdzie, że może Ukraina upadnie. Gdyby nie bohaterstwo Zełenskiego i pomoc Zachodu, to różnie mogło być – powiedział były szef polskiej dyplomacji.

Czytaj więcej

Burza po słowach Sikorskiego o rozbiorze Ukrainy. Morawiecki mówi o rosyjskiej propagandzie

PiS wydał z siebie natychmiast miażdżąca krytykę całej Platformy, byłego ministra i oczywiście tradycyjnie – Donalda Tuska. Politycy KO zaczęli się ceremonialnie odcinać od kolegi, a przedstawiciele innych partii śmiać mu się w oczy. Sikorski przestał odbierać telefony od mediów.

Ale nie pozostał w tej mało komfortowej sytuacji sam. „Myślę tak samo jak @radeksikorski . Wzywam @MorawieckiM do powiedzenia nam prawdy na ten temat, bo poszlaki są znaczące, że właśnie tak było.” – napisał w mediach społecznościowych były minister finansów, Jan Vincent Rostowski.

Szkoda, że polityk z tak dużym doświadczeniem, także partyzanckim, nie zauważa, że jego zbrojne zajazdy działają na rzecz wroga, a jego samego eliminują z naprawdę poważnych gier

Zabawa trwa więc w najlepsze, epitety przelatują nad głowami obywateli, a hasło „rozbiór Ukrainy” utrwala się w głowach, także tych, które pracują nad strategią Kremla. To już kolejny powód, by tamtejsi stratedzy czuli wdzięczność do Sikorskiego. Po jego wesołym wpisie o tym, że za wybuch Nord Stream2 na Bałtyku odpowiadają bracia Amerykanie, Moskwa złożyła mu głośne podziękowania. Teraz zasłużył na następne.

Ale tak to już jest z harcownikami. Wojują ze światem i tną na oślep. Zawsze może oberwać nie ten, który akurat powinien. Tylko szkoda, że polityk z tak dużym doświadczeniem, także partyzanckim, nie zauważa, że jego zbrojne zajazdy działają na rzecz wroga, a jego samego eliminują z naprawdę poważnych gier.