Nagły zwrot podejścia polskich władz do oferty rozlokowania niemieckich patriotów został przyjęty w Berlinie z konsternacją. W poniedziałek szef MON Mariusz Błaszczak przyjmował „z zadowoleniem” propozycję udziału Niemiec w ochronie naszego kraju przed atakiem rakietowym ze wschodu. Dwa dni później, idąc za wskazaniami Jarosława Kaczyńskiego, radził, aby baterie znalazły się jednak na Ukrainie.
Dla Berlina to scenariusz całkowicie nierealny. Oznaczałby bezpośrednie zaangażowanie kraju, członka NATO, w wojnę na Ukrainie, bo do obsługi wyrzutni musiałoby zostać oddelegowanych kilkuset niemieckich żołnierzy. Przeszkolenie w rozsądnym czasie ich ukraińskich kolegów zwyczajnie nie jest możliwe.