Bo tym, co odróżniało Elżbietę od współczesnego świata, ale też od bardzo licznych przedstawicieli własnej rodziny (ale i innych rodzin panujących w Europie wikłających się w skandale), było głęboko uwewnętrznione poczucie służby. Monarcha miał poświęcić całe życie na służbę swoim poddanym, a nie czerpać z swego statusu korzyści, czy opływać w luksusy. To model sprzed czasów powszechnej demokratyzacji. Model w którym – jednostka jest częścią większej całości, jest wobec niej służebna. Gdy współczesny świat szuka prawdziwego ja, chce odnaleźć samego siebie, przechodzi liczne terapie, by rozwiązać własne problemy, ale wszystko skupione jest na „ja” – od instagrama po proces wychowawczy, Elżbieta przenosiła nas w przeszłość, w świat myślenia o własnym życiu jako służbie innym, a nie realizowaniu własnych ambicji. Powie ktoś: no cóż, jak jesteś królową, nie musisz udowadniać sobie własnej wartości. Pewnie prawda, ale jej skromność uderzała wszystkich, którzy się z nią stykali mimo to.