Na problemy szkolnictwa patrzeć można z dwóch perspektyw. Po pierwsze, doraźnych problemów. Inflacja dotkliwie zżera zarobki nauczycieli, ponieważ zarabiają niewiele, a podwyżki cen właśnie w takie grupy uderzają najmocniej. Szkoły jeszcze nie otrząsnęły się z kryzysu wywołanego pandemią, na który nie były przygotowane. Początek covidu był absolutną organizacyjną katastrofą, brakowało sprzętu, oprogramowania, pomysłów – jedynie niezwykle kreatywni dyrektorzy dawali sobie z tym radę. Niemal dwa lata nauki zdalnej pozostawiły nasz system edukacyjny poraniony. Problemy ekonomiczne, które przyszły później, sytuację tylko pogorszyły. Kolejne zmiany podatkowe sprawiały, że w budżetach samorządów było zaś mniej środków na to, by finansować oświatę.