Wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS. To jest proste jak drut – stwierdził szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk podczas konwencji w Radomiu. A jeśli ktoś nie wierzy, to ma głosować na partię rządzącą?

Może te słowa miały być żartem, choć w Radomiu zabrzmiały poważnie. Religia nie powinna mieszać się z polityką. Wynika z tego wyłącznie zgorszenie i deprawacja. Co innego wartości, a co innego połączenie wiary z jakąkolwiek ideologią: liberalną, konserwatywną czy inną. Bo polityka i Kościół wzajemnie wodzą się na pokuszenie. A to komisja majątkowa, a to tanio sprzedane działki obiecującemu politykowi, a to parasol ochronny nad pedofilami w sutannach czy „Bóg, Honor, Ojczyzna” na ustach nagrzanych karków, wymachujących jedną ręką biało-czerwoną flagą, a drugą – bejsbolem. „Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni” – pisał Julian Tuwim w „Pogrzebie prezydenta Narutowicza”. Niewiele się zmieniło.

Czytaj więcej

Nie ma wakacji w polityce. Opozycja w trasie po Polsce

Rozumiem Donalda Tuska, który chce odwojować patriotyczną i religijną retorykę oraz złamać monopol partii rządzącej na wiarę. Bo nikt nie powinien mieć religii na wyłączność – i nie ma. Ale czy warto podczas konwencji (właściwie już wyborczej) łączyć wiarę z niegłosowaniem na PiS? Czy to ma być licytacja?

Jeśli PO chce – a podejrzewam, że chce – innej Polski niż Polska Kaczyńskiego, powinna to pokazać, odnieść się do konkretów, nawet jeśli ubranych w hasła polityczne. – Oni naprawdę zgotowali piekło kobietom i oni zgotują piekło waszym córkom i wnuczkom – mówił lider PO w Radomiu. To opinia zbieżna z przekonaniami i doświadczeniem milionów Polek i Polaków. Rolą polityka jest podkreślanie właśnie takich różnic: konkretnych i dających się przełożyć na akty prawne. Bo dostęp do aborcji da się przełożyć na ustawę i Donald Tusk wie o tym doskonale. Tak jak i pensje nauczycieli oraz wiele innych ważnych spraw, o których rozmawiał w sobotę w hali widowiskowo-sportowej Radomskiego Centrum Sportu.

Nie uciekniemy od zderzenia światopoglądowego, które funduje nam polska polityka. Nie uciekniemy od podziałów w rodzinach i trudnych rozmów w święta. To piekło dla wielu osób, a jednocześnie umniejszanie autorytetu doraźnie wykorzystywanej religii. Niech politycy lepiej dadzą Panu Bogu spokój.