W imaginarium politycznych przeciwników (choć może lepszym słowem jest szkodnik) rządzących i osobiście prezesa Kaczyńskiego bez wątpienia postacią numer jeden jest Donald Tusk. Na prawicy mają na jego punkcie obsesję, co zresztą widać na co dzień w programach informacyjnych TVP. Tusk jest zagrożeniem dla Polski największym, miejsce numer dwa zajmuje Putin, a potem pewnie Niemcy i Unia Europejska, którym dostaje się z lewa i prawa, byle bolało.

Kto następny? Tu właśnie jest problem, bo wedle elementarnej logiki kolejną postacią na tej liście powinien być sypiący żwir w tryby politycznej machiny prezesa Zbigniew Ziobro. Niemniej tak się nie dzieje. Plakaty Zbigniewa Ziobry podpisane „Wanted” nie są rozwieszane w „Wiadomościach”, bo po pierwsze, to wciąż formalnie koalicjant, po drugie, prywatnie kolega szefa TVP, a po trzecie, gwarant ciułanej z głosowania na głosowanie prawicowej większości w Sejmie.

Nie rozstrzygając, czy i jak szybko to się zmieni, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno ważne puste miejsce na plakacie. Kto bowiem ma personalizować kłopoty PiS z inflacją i dramatyczną podwyżką oprocentowania kredytów? Nie rozstrzygnięto. A sprawa to coraz bardziej podstawowa, bo dwucyfrowa inflacja i coraz powszechniejsze przekonanie o konieczności interwencji państwa w kwestii oprocentowania kredytów hipotecznych aż krzyczą o znalezienie winnego. Cóż, Tuska (ani opozycję) w kwestię kredytów ubrać się nie da. Nasz sondaż dowodzi, że i Unię Europejską (twarz von der Leyen na plakacie – marzenie) nie całkiem się udało. Zostaje Putin, rząd i osobiście, najtęższy z prezesów NBP – Adam Glapiński. Odpowiedzialność Putina jest oczywista dla niemal 60 proc. wyborców prawicy. Ale tylko dla 3 proc. opozycji i co piątego niezdecydowanego. Potencjał więc skutecznego obciążenia go winą za kredyty jest niewielki. Całkiem inaczej jest z rządem i prezesem Glapińskim.

Czytaj więcej

Sondaż: Kto odpowiada za inflację? Przede wszystkim Glapiński i PiS

Co do odpowiedzialności rządu, pomijając oczywiste stanowiska zwolenników PiS i opozycji, za kryzys kredytowy obarcza go odpowiedzialnością grubo powyżej 40 proc. niezdecydowanych. W tej samej grupie odpowiedzialność Glapińskiego i NBP wskazuje aż 18 proc. Sumarycznie, ponad 60 proc. wyborców niezdecydowanych za kryzys kredytowy wini rząd i popieranego przez niego prezesa. To bardzo dużo, tym bardziej że to w tej właśnie grupie kryje się potencjalny rezerwuar wyborczy do wygrania przez prawicę kolejnych wyborów.

Rozwiązanie jest proste. Zmiana proporcji. To jedyny manewr, jaki jest dziś możliwy w kwestii odpowiedzialności za kryzys kredytowy. Osobiście sądzę, że spin doktorzy PiS już to rozumieją. Pewnie dociera to także do prezesa Jarosława Kaczyńskiego, którego lojalność do wiernego towarzysza z czasów PC powoli topnieje. Jeśli tak jest, to kwestia jego ponownego wyboru na stanowisko prezesa NBP stanie się rychło nieaktualna, a i plakat odpowiedzialnego za wysokie raty kredytów się wypełni. Morawiecki będzie mógł otrzepać garnitur z bitewnego kurzu i powiedzieć: to nie my. A wizerunek NBP naprawi ktoś całkiem świeży i nowy. A może się mylę?