Wiele demokracji może pozazdrościć Francji przywódcy o takiej inteligencji. Macron kończy pierwszą kadencję w wyjątkowo trudnych warunkach. Naznaczyła ją pandemia, wojna. Poziom frustracji w kraju jest ogromny. A jednak w trakcie trwającej dwie i pół godziny środowej debaty telewizyjnej Marine Le Pen ani razu nie udało się wytrącić prezydenta z równowagi, zepchnąć go do defensywy lepszymi pomysłami. Doskonale panując nad szczegółami wszystkich tematów, którymi przyszło mu się zajmować, sypał jak z rękawa danymi, liczbami, datami. I potrafił ułożyć je w logiczne wywody, które czarno na białym wykazywały sprzeczności w programie oponentki. Rumieniec na policzkach Le Pen, zbyt długie momenty ciszy zdradzały, że nie czuje się komfortowo z takim przeciwnikiem.