W badaniu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” ankietowani wystawiają dobre oceny rządowi za zachowanie po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Premier Mateusz Morawiecki i prezydent Andrzej Duda budują swoje pozycje dzięki zarówno sprawowanym urzędom, jak i konkretnym działaniom. Badanie United Surveys dla „DGP” pokazało też, że zdaniem Polaków najlepiej w nowej sytuacji poradzili sobie właśnie prezydent, premier i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy dobrze oceniają działania rządu w związku z wojną na Ukrainie

Prezydent Duda kilka miesięcy temu przeorientował się w kierunku euroatlantyckim. Już w sierpniu zapowiedział weto do ustawy wymierzonej w amerykański kapitał – czyli lex TVN – i pod koniec roku słowa dotrzymał. Dziś nawet krytycy Dudy zauważają, że prezydent bardziej liczy się z USA, które są gwarantem polskiego bezpieczeństwa, niż własnym obozem politycznym. Mając większą wiedzę o sytuacji oraz rozmawiając z najważniejszymi politykami Zachodu, patrzy na politykę z zupełnie innej perspektywy.

Sytuacja Morawieckiego jest nieco inna. Też jest nieźle oceniany, ale równocześnie używa innej retoryki niż Duda. Premier co chwila stara się wbić szpilkę europejskim przywódcom. A to skrytykuje Emmanuela Macrona, że wydzwania do Putina, podkreślając, że z terrorystami się nie rozmawia. A to uderzy w kanclerza Niemiec za nie dość stanowcze zachowanie wobec Kremla i opieszałe odchodzenie od surowców energetycznych z Rosji. W weekend na Twitterze zaczepił szefową Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, wyrażając nadzieję, że Unia wreszcie dorzuci spore fundusze na pomoc ukraińskim uchodźcom. Co ciekawe, Jarosław Kaczyński mówił w wywiadzie, że Polska nie będzie chodziła po prośbie i sama poradzi sobie z napływem migrantów.

Ale właśnie postać Kaczyńskiego może być kluczem do zrozumienia tej różnicy. Duda może sobie pozwolić na uniezależnienie od prezesa PiS, Morawiecki mu wciąż podlega. Dlatego też część połajanek pod adresem Unii kieruje właśnie do szefa PiS, który ani nie odgrywa jakiejś szczególnej roli w tej wojennej sytuacji (może poza udziałem w wyprawie do Kijowa), ani nie jest szczególnie dobrze teraz oceniany (tylko 8 proc. badanych uważa, że to on najlepiej poradził sobie po wybuchu wojny). Morawiecki chce się z jednej strony przypodobać Kaczyńskiemu, a przy okazji delegitymizować moralnie zachodnie stolice. Bo skoro ani Bruksela, ani Paryż, ani Berlin nie pomagają wystarczająco Ukraińcom (a Polacy tak), skoro nie są gotowi do natychmiastowych działań wymierzonych w Rosję, to właściwie nie mają moralnego prawa, by oceniać praworządność w Polsce.

Prezes PiS ani nie jest podczas tej wojny zbyt widoczny, ani dobrze oceniany. Nie spotkał się z nim ani prezydent Joe Biden, ani żaden inny ważny światowy polityk, zupełnie jakby nie traktowali go serio. Dlatego Kaczyński stara się skoncentrować uwagę na sobie. Seria wywiadów w mediach nie wystarczyła. Dlatego użył najpoważniejszej broni: wprost oskarżył Rosję o zorganizowanie zbrodniczego zamachu w Smoleńsku i wyciągnął z szafy Antoniego Macierewicza, by powtarzał tezy o wybuchu prezydenckiego samolotu. Ale sytuacja, w której jeden polityk będący na podium rankingu społecznej nieufności żyruje ofensywę drugiego, również z końca sondaży zaufania, nie wygląda zbyt przekonująco. Duet Kaczyński–Macierewicz nie budzi też szczególnego zaufania na Zachodzie, więc efekt ofensywy prezesa będzie raczej odwrotny od zamierzonego.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Jak Macierewicz stara się udowodnić zamach