W 2011 roku w Telewizji Polsat wyemitowano pierwszy odcinek programu „Państwo w państwie". Pewnie przez zbieg okoliczności piszący te słowa był autorem formatu. Genezą programu była dość powszechna refleksja, że polski wymiar sprawiedliwości nie jest doskonały, sprawy ciągną się w nieskończoność, a grupy uczestników procesu orzekania (nie tylko sędziowie) tworzą kliki szkodliwe dla państwa i podsądnych. Program miał piętnować takie praktyki i mobilizować uczestników życia publicznego do reformy oczywistych patologii. Zapewne pilnym widzem programu był Zbigniew Ziobro i grupa jego sympatyków, którym kolejne edycje „Państwa w państwie" dostarczały argumentów na rzecz konieczności zmian.

Minęło dokładnie dziesięć lat. Zbigniew Ziobro i jego partnerzy koalicyjni już od sześciu lat demolują wymiar sprawiedliwości powodowani potrzebą jego naprawienia. Czy to na skutek nieudolności, czy z gruntu złych intencji zamiast uzdrowienia nie tylko wydłużyli czas postępowań, ale na dodatek skonfliktowali wszystkich ze wszystkimi, w tym polskie sądownictwo z europejskim, a samo państwo z instytucjami Unii. Pewnie właśnie z tej przyczyny (przecież nie udanych, skutecznych i aprobowanych społecznie reform) nie otrzymujemy europejskich środków na walkę z pandemią, co wobec zagrożenia kolejną agresywną mutacją wirusa trzeba postrzegać jako cios w narodową i państwową rację stanu. Gdyby jeszcze sprawy toczyły się w jakimś właściwym kierunku, przyszłość można byłoby widzieć z jakąś dozą optymizmu. Niestety, pogrążamy się w coraz bardziej beznadziejnym bagnie chaosu.

Czytaj więcej

Izba Dyscyplinarna poza kontrolą. Tylko zmiana ustawy może ją zatrzymać

Widać to dokładnie na przykładzie „zamrożonej" przez TSUE Izby Dyscyplinarnej SN. Rzekomy polityczny demiurg prawicy, prezes Kaczyński, zapowiada likwidację IDSN, ale nic w tej sprawie nieźrobi, bo... nie może. Niewiele może też powołana (a jakże, wadliwie) pierwsza prezes SN prof. Manowska, bo z kolei jej „zamrożenie" postępowań przed IDSN ta ostatnia niespecjalnie szanuje i orzeka,

bo – w swoim przekonaniu – broni wartości patriotycznych, nie uznając wyroków TSUE, ale kierując się wyrokami wadliwego z kolei TK. Dowodem na to, jak IDSN szanuje Manowską i jej autorytet, są ostatnie orzeczenia w sprawach sędziów Piotra Gąciarka z Warszawy i Macieja Ferka z Krakowa oraz poniedziałkowa próba osądzenia sędzi Agnieszki Niklas-Bibik. A przypomnę, że w Izbie znajduje się łącznie 13 spraw (3 polityczne), które wbrew zarządzeniu nie zostały przekazane do sekretariatu pierwszej prezes.

W poniedziałek Manowskiej udało się przechytrzyć IDSN i zablokować rozprawę, kiedy ta przesłała jej akta wraz z argumentacją prawną wskazującą, że zakazy TSUE jej nie obowiązują. Manowska wygrała, ale dzięki chwytowi formalnemu, który w żaden sposób nie wpływa na autorefleksję po tysiąckroć niezawisłych, niezależnych sędziów Izby Dyscyplinarnej SN.

Coś to szanownemu czytelnikowi przypomina?

Tak, to państwo w państwie. A więc patologia.

Czy mam podpowiedzieć, panie prezesie Kaczyński, jak ją wyeliminować? Zostaje tylko ścieżka parlamentarna. Mam świadomość politycznej złożoności problemu, ale wobec pogłębiającego się chaosu, coraz większej niesterowalności systemu, realnych strat dla kraju trzeba umieć pokazać odwagę. Albo ją się ma, albo nie. Jeśli nie, to należy pożegnać się z polityką.