Narracja była kusząca, pech chciał, że okazała się fałszywa. W poniedziałek zakończyły się w UE procedury zatwierdzania dwóch kolejnych krajowych planów odbudowy (KPO) – Czech i Irlandii. Obu krajom można już wypłacać pieniądze, a polski plan wciąż czeka na swoją kolej. Wiceszef Komisji Europejskiej Valdis Dobrovskis to zaś kolejny ważny urzędnik Unii, który powiedział głośno, że problemem w przyjęciu naszego KPO są próby zakwestionowania przez Polskę prawnych zasad funkcjonowania UE. Bruksela w ten sposób odbiera dwie skargi do Trybunału Konstytucyjnego, które miały na celu orzeczenie o wyższości polskiej konstytucji nad prawem Unii. W lipcu TK stwierdził, że Trybunał Sprawiedliwości UE nie ma prawa stosować środków zabezpieczających w sprawach dotyczących naszego sądownictwa. Decyzja w kwestii znacznie szerszej w swym zakresie skargi była już kilka razy przekładana.

Stanowisko Brukseli jest klarowne: używanie Trybunału Konstytucyjnego do tego, by nie respektować wyroków Trybunału Sprawiedliwości, to rozsadzanie Wspólnoty od środka. TSUE rozsądza spory państw członkowskich z instytucjami unijnymi i jeśli jego decyzje są kwestionowane, kwestionowana jest w ogóle zasada funkcjonowania Unii.

Polityka rządu będzie coraz bardziej zależna od środowisk niechętnych Unii

Warto przypomnieć, że po wyrzuceniu z rządu Jarosława Gowina sejmowa większość, którą dysponuje PiS, znacznie bardziej zależy od eurosceptycznego Zbigniewa Ziobry oraz kilku posłów Pawła Kukiza. Coraz częściej PiS będzie też potrzebował, by przepchnąć ustawy przez Sejm, poparcia lub przynajmniej neutralności Konfederacji. To zaś oznaczać będzie, że polityka rządu będzie coraz bardziej zależna od środowisk niechętnych Unii albo wręcz zainteresowanych eskalacją konfliktu.

Mateusz Morawiecki wciąż prowadzi grę, przekonując Brukselę, że szuka porozumienia, lecz na krajowym podwórku głośno woła, że eurokraci nie będą nas uczyć, czym są demokracja i praworządność. Tyle że wraz z przesuwaniem się punktu ciężkości Zjednoczonej Prawicy w kierunku radykalnym Morawiecki będzie miał mniejsze pole manewru.

Chyba że PiS zdecyduje się przemyśleć swoją politykę europejską i na nowo zdefiniować jej priorytety, wykorzystując napięcie związane z presją migracyjną ze Wschodu, faktyczną integracją Białorusi oraz Rosji i dużą dynamiką zmian w naszej części Europy. Pytanie tylko, czy rządzące ugrupowanie jest do tego zdolne. Jeśli nie, długotrwały i kosztowny konflikt z Brukselą wydaje się nieuchronny.