Tak jak czynią teraz Grecy, w tym czołowi politycy – wicepremier i burmistrz Aten – zdenerwowani krytyką w Niemczech dotyczącą przyczyn greckiej katastrofy finansowej. Owszem, można – choć sprawa jest delikatna. Nie powinna przypominać bijatyki, pełnej emocji wymiany ciosów w stylu: skoro niemiecka prasa zarzuca nam, że jesteśmy nieudolni, leniwi i zagrażamy wspólnej walucie, to my wytaczamy jeszcze mocniejsze argumenty: nie bylibyśmy tacy biedni, gdyby nie II wojna.
Gdy opadnie kurz bitewny w wojnie o przetrwanie euro, powinna pozostać prawda historyczna. Pamięć o ofiarach niemieckich zbrodni, a nie tylko nowy temat, czyli niemieckie ofiary drugiej wojny – wysiedleni i zbombardowani przez aliantów. A jeżeli jakieś ofiary Trzeciej Rzeszy (czy ich potomkowie) nie miały szans dostać odszkodowań, to powinny się o nie starać. Wyraźnie należy jednak podkreślić, że chodzi o ofiary, które takich szans nie miały. Bo byli robotnicy przymusowi je na przykład mieli – po trudnych negocjacjach Niemcy zgodziły się dekadę temu zapłacić tym, którzy jeszcze wówczas żyli.